- Mieliśmy trzy miesiące. Ten deadline był dla nas zabójczy. Poza tym zwiodła nas niedziela. Była piękna pogoda, a my odwołaliśmy tylko trzy pociągi. To uśpiło naszą czujność – powiedział dziś na konferencji prasowej prezes Kolei Śląskich Marek Worach.
Awarie pięciu pociągów
Marek Worach mówił dziś na konferencji o przyczynach olbrzymich opóźnień i odwołań pociągów do których znów doszło w województwie - Zepsuły się dwa ezt EN57, które użytkujemy jako tabor zastępczy. Dostarczył nam je w zastępstwie wykonawca, który nie wywiązał się terminowo z dostaw. Zepsuły się też dwa zespoły spalinowe, które trafiły do nas niedawno – w ubiegłym tygodniu, a także jeden nasz zespół trakcyjny AKŚ (EN57 lub EN71 z napędem asynchronicznym – przyp. RK), czyli stosunkowo nowy pojazd – powiedział na prezes Kolei Śląskich.
- W przypadku EN57 są to awarie drzwi, które często się spotyka gdy pada śnieg, który dostaje się do nich i często je blokuje bądź otwiera i nie można ich zamknąć. W przypadku spalinowych zespołów trakcyjnych to są drobne usterki, ale skutkujące tym, że nie można ich używać. Natomiast nasz AKŚ miał usterki związane z przetwornicami. To wszystko ma związek z pogodą, ale nie jest to decydujący związek – tłumaczył prezes Kolei Śląskich.
Zwiększą rezerwę taborową?
Prezes powiedział, że będzie „bardzo ostrożny”, jeżeli chodzi o zwiększanie rezerwy taborowej – Pociągów nie jest za mało, tylko są zawodne. Proszę też zwrócić uwagę, że rezerwa kosztuje. Ceny biletów mogłyby tego faktu nie wytrzymać. Na pewno będziemy jednak musieli zwiększyć tą rezerwę. Wiele linii jest jednak – poza opóźnieniami – obsługiwanych prawidłowo – powiedział Marek Worach. Nie chciał zdradzić, ile kosztować będą podatników opóźnienia w tych dniach – Koszty nie grają teraz dla nas roli, chcę mięć największą rezerwę taborową na świecie – dopowiedział marszałek Adam Matusiewicz.
- Wszystkie pojazdy są dopuszczone do ruchu, mają świadectwo typu, były przez nas użytkowane też wcześniej tak więc można było się spodziewać, że będą one funkcjonować – zaznaczył Worach. Odniósł się też do wczorajszej awarii Elfa EN76-005 Pesy – mieliśmy tego pecha, że byliśmy biegunem zimna i było 19 stopni mrozu. Ale to nas oczywiście nie tłumaczy – powiedział prezes. - Na moment wprowadzania rozkładu jazdy byliśmy przygotowani najlepiej, jak tylko mogliśmy się przygotować – dodał.
Skąd wzięły się braki kadrowe w spółce, o których mówił rzecznik PKP SA Łukasz Kurpiewski? - Wizja i plan, który był stworzony, zakładał liczbę 220 maszynistów i podobną kierowników pociągów. Wydawało nam się, że współczynnik cztery w zupełności wystarcza. Wygląda na to, że trzeba go będzie podnieść o 2-3 dziesiąte części punktu procentowego. Szczególnie, że niektórzy maszyniści zachowali się dość dziwnie – na przykład w Krzepicach jeden nie przyszedł w ogóle do pociągu.
Naczelnik się znalazł
Prezes Kolei Śląskich powiedział, że naczelnik dyspozytury, obwiniany o błąd, który doprowadził do odwołania wczoraj 58 pociągów i opóźnienia połowy tych, które pojechały, „zadzwonił do niego i przepraszał, ale większego kontaktu nie było”. – Zadanie go przerosło. Do tej pory pracował on u przewoźnika towarowego i być może ta specyfika go przerosła. Trudno mi powiedzieć, czy będą wyciągane wobec niego konsekwencje. To już prawnicy muszą się tym zająć. Osobiście – prywatnie – chciałbym żeby jutro wrócił do nas i nas wsparł – powiedział Marek Worach. – To jest człowiek, który ma kompetencje, dziesięć lat pracował jako dyspozytor – dodał.
Prezes podziękował też ponad 50 wolontariuszom, którzy pomagają dziś Kolejom Śląskim w informowaniu pasażerów.
W niedzielę odwołaliśmy tylko trzy pociągi. To uśpiło naszą czujność
- Przypomnę, tłumacząc się w ten sposób, że mieliśmy tak naprawdę trzy miesiące, ponieważ dopiero we wrześniu podpisaliśmy umowę. Wcześniej nie mogliśmy rozpisywać przetargów. Ten deadline był dla nas zabójczy – przyznał prezes Kolei Śląskich. – Poza tym zwiodła nas niedziela. Była piękna pogoda, a my poza trzema pociągami nie zerwaliśmy żadnych połączeń. To uśpiło naszą czujność – zaznaczył Marek Worach.
Czy jutro będzie już normalnie? - Bardzo bym chciał, żeby już jutro był ten dzień, w którym poza incydentami nie będzie żadnych problemów. Nie mogę jednak obiecać tego z całą odpowiedzialnością, bo wciąż naprawiamy te pięć składów, które się dziś zepsuło – powiedział.
Posada prezesa zagrożona
Marek Worach odniósł się do pytań o swoją dymisję - Jeżeli pan marszałek uzna, że powinienem choćby w tej chwili pożegnać się ze spółką, to oczywiście szanuję jego decyzję. Jest to sprawa karygodna. Natomiast wydaje mi się, że dochowaliśmy, i włożyliśmy w to ogromny nakład pracy, żeby przygotować się najlepiej, jak tylko było można na ten moment – stwierdził Marek Worach.
- Będę chciał podnieść zaufanie pasażerów, jeśli będzie mi dana taka szansa tym bardziej, że to zaufanie przezierało z informacji, które do nas docierały. Chcielibyśmy wrócić do poziomu sprzed tej fatalnej sytuacji – stwierdził prezes Kolei Śląskich.