Rozumiem frustrację marszałka, ale powołanie własnej spółki nie będzie cudownym środkiem, który automatycznie uzdrowi sytuację taborową – mówi prezes POLREGIO Andrzej Pawłowski, komentując kryzys taborowy lubuskiego oddziału przewoźnika. Jak przekonuje, POLREGIO podejmuje działania, by rozwiązać problem – zarówno krótkofalowe (zmiany organizacyjne), jak i obliczone na dłuższą metę (dążenie do wymiany i ujednolicenia taboru). Jak przekonuje, większe podmioty – takie jak POLREGIO – mają więcej narzędzi, by radzić sobie z podobnymi wyzwaniami.
Kryzys taborowy Polregio w województwie lubuskim trwa od wielu lat. Miesiące, w których odwoływanych jest
nawet 700 lub
800 pociągów (głównie na liniach niezelektryfikowanych), przeplatają się z
okresami względnej poprawy. Rozczarowany całą sytuacją samorząd województwa lubuskiego
powołał w końcu własną spółkę Lubuski Transport Publiczny, której zamierza – o ile będzie to możliwe –
zlecić przewozy w trybie powierzenia bezpośredniego. Więcej o związanych ze spółką planach mówił na naszych łamach kilka miesięcy temu
marszałek województwa Sebastian Ciemnoczołowski.
Odnosząc się właśnie do przykładu lubuskiego oddziału spółki, prezes zarządu POLREGIO Andrzej Pawłowski przypomina, że jedną z przyczyn trudności w utrzymaniu tamtejszych pojazdów jest ich duża różnorodność (
9 typów w łącznie 19 konfiguracjach). – W Lubuskiem, oprócz taboru używanego od lat, mamy także prototypowe jednostki wyprodukowane w kilku egzemplarzach. Kwestie organizacyjne jesteśmy w stanie poprawić, ale jeśli tabor pozostanie tak zróżnicowany, problemy będą się powtarzać, niezależnie od tego, kto zarządza spółką. Jestem też przekonany, że jako POLREGIO możemy tą sytuację poprawić, jeśli będziemy konsekwentni, a ja lubię być konsekwentny – zaznacza.
Zwraca jednocześnie uwagę, że te same problemy mogą łatwo stać się udziałem Lubuskiego Transportu Publicznego – lub innego podmiotu, który przejmie przewozy w województwie i któremu samorząd powierzy w użytkowanie swój tabor. Co więcej – wbrew temu, co mogłyby sugerować doświadczenia ostatnich lat – to właśnie duzi operatorzy radzą sobie w takich sytuacjach lepiej. – Większe podmioty mają większą elastyczność: mogą pozyskiwać tabor, części, budować zaplecze, centralne magazyny. Mniejsze spółki mają w tym zakresie ograniczone możliwości, a koszty pozostają podobne. Dlatego samo powołanie nowej spółki nie rozwiąże z automatu kwestii dostępności taboru – uzasadnia szef POLREGIO.
– Jestem w stałym kontakcie z Zieloną Górą, rozmawiamy kilka razy w tygodniu. Zdarza się, że wszystko jest przygotowane, a nagle kilka pojazdów wypada z powodu awarii i cały plan się rozsypuje – dodaje Pawłowski. Obecny zespół w lubuskim oddziale spółki otrzymał szansę na wdrożenie programu naprawczego. Prezes jednak zdaje sobie sprawę, że możliwości działania pracowników są ograniczone. – Część problemów organizacyjnych można rozwiązać w ciągu kilku miesięcy, natomiast kluczowy problem taborowy pozostanie, dopóki nie zostanie on [tabor] ujednolicony i wymieniony – wyjaśnia nasz rozmówca.
Jak podkreśla, obecna sytuacja – która w lubuskim Urzędzie Marszałkowskim budzi zrozumiałą frustrację – jest efektem decyzji podejmowanych przez lata. – Dziś mamy ich konsekwencje i próbujemy je naprawiać. Najtrudniej jest gasić pożar – lepiej im zapobiegać. Dlatego naszym celem jest budowanie stabilnego, efektywnego systemu, który zapewni marszałkom pełne wsparcie, tak aby nie musieli tworzyć własnych spółek i zajmować się zadaniami, które nie powinny być po ich stronie – zaznacza Pawłowski. Nawiązuje tym samym do wysuwanego już wcześniej pomysłu zmiany struktury właścicielskiej, tak by głównym lub jedynym akcjonariuszem Polregio stały się PKP SA.
Plany odnowy taboru Polregio obejmują zarówno zakupy pojazdów używanych (elektrycznych z rynku krajowego i spalinowych z zagranicy), jak i przetargi na nowy tabor. Przewoźnik zamierza też powołać własną spółkę utrzymaniową –
na wzór Remtraku PKP Intercity.