W południe zakończył się protest maszynistów. Część z nich w odpowiedzi na apel Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych przez pierwszą połowę doby zwalniała na przejazdach kolejowo-drogowych do 20 km/h – chodziło o zwrócenie uwagi na niebezpieczeństwo. Ministerstwo Infrastruktury zapowiedziało wprowadzenie zmian, obejmujących – między innymi – zaostrzenie kar dla nieostrożnych kierowców.
– Dziękuję koleżankom i kolegom maszynistom za powszechny, pozytywny odbiór apelu Rady Krajowej o te działania – rozpoczął swoje wystąpienie prezydent ZZMK Leszek Miętek. Później wspomniał, że prowadzący pociągi „w niektórych przypadkach byli zastraszani”, by nie brali udziału w akcji. Jak stwierdził, „wiele słów wsparcia” płynęło też od podróżnych.
Protest, który
szczegółowo relacjonowaliśmy, a następnie podsumowaliśmy tutaj, był reakcją na tragicznym wypadek w Sokolnikach Suchych. Przypomnijmy: w ostatnią środę kierowca betoniarki wjechał tam na przejazd
tuż przed nadjeżdżającym pociągiem IC Koziołek. W wyniku zderzenia pasażerka poniosła śmierć, a wiele innych osób zostało rannych. – Maszynista, który prowadził ten pociąg, leży w tej chwili z połamanym kręgosłupem i z wieloma obrażeniami! – poinformował Miętek.
Miętek: To nie był protest
Związkowiec przypomniał, że jego organizacja od kilku lat podejmowała „wszelkie możliwe działania” na rzecz skutecznej poprawy bezpieczeństwa na torach. Wypadek w Sokolnikach uznał za „przekroczenie czerwonej linii”. – My z tymi sprawami śmierci obcujemy na co dzień. Maszynista widzi to, co się dzieje na torach, widzi ludzi, którzy za chwilę zginą, widzą również te osoby postronne, samobójców, ale również te osoby, które są w stanie zginąć. Również ludzi nieuważnych, którzy nieroztropnie przechodzą przez tory – i ten ciężar musi nosić na własnych barkach – podkreślił. Dzisiejszy protest nazwał „maszynistowskim aktem desperacji”.
– Chcę podkreślić, że to nie był żaden strajk, jak niektórzy próbują zrobić, albo jakaś akcja protestacyjna. To było normalne wykorzystanie zapisów kodeksu pracy, artykuł 210, który mówi, że jeżeli praca zagraża zdrowiu i życiu, to pracownik powinien się powstrzymać od takiej pracy – stwierdził Miętek.
Sukces protestu? Minister „otwarty na rozmowy”
Jak uznał, najważniejszy efekt udało się ZZMK uzyskać jeszcze przed rozpoczęciem akcji. – Otwarty na dialog pan minister Dariusz Klimczak spotkał się z nami i zagwarantował, że dla niego nie ma ważniejszych rzeczy, niż w tej chwili uruchomienie wszelkich sił i środków, które zidentyfikują te obszary zagrożeń bezpieczeństwa ruchu kolejowego i wspólnie popracujemy nad tym, ażeby to zneutralizować – relacjonował szef ZZMK. Chodzi – między innymi – o opisywane już przez nas przygotowania do zaostrzenia przepisów ruchu drogowego: kierowca, który złamie przepisy na przejeździe,
ma mieć automatycznie odbierane na 3 miesiące prawo jazdy. 2 października ma odbyć się spotkanie ze związkami w tej sprawie.
– My nie ścigamy się na to, żeby jak najwięcej pociągów opóźniać albo na bardzo długie minuty czy godziny. Te opóźnienia według naszych informacji związane z ograniczeniem prędkości na przejazdach kolejowo-drogowych sięgały kilkunastu, a co najwyżej kilkudziesięciu minut – odniósł się Miętek do kwestii opóźnień wywołanych zwalnianiem na przejazdach (same tylko PKP Intercity odnotowały dziś łącznie 7502 minut opóźnień 203 pociągów). Zastrzegł, że duża część odnotowanych dziś spóźnień pociągów wynikała z przyczyn niezależnych od ZZMK i maszynistów.
Klimczak: Wspólny cel – bezpieczeństwo. Malepszak: Akcja polityczna przeciw rządowi i pasażerom
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak, którego konferencja rozpoczęła się tuż po zakończeniu tej związkowej, starał się usprawiedliwiać działania ZZMK. – Mamy dziś bardzo ważny – i trudny z punktu widzenia pasażera, kolejarzy i organizacji ruchu – dzień na polskiej kolei. Cel jest jednak jasny: poprawa bezpieczeństwa na przejazdach drogowo-kolejowych. Cel akcji ZZMK to zwrócenie uwagi opinii publicznej, przede wszystkim – kierowców, że przejazd kolejowo-drogowy jest newralgicznym miejscem sieci kolejowej – przekonywał.
– Dziękuję Leszkowi Miętkowi za wczorajszą rozmowę. Dzięki racjonalnym negocjacjom i argumentom udało się
ograniczyć ten protest o połowę. Teraz chcemy wyjść na prostą, przywracając normalny rozkład jazdy. Dziękujemy przewoźnikom regionalnym i PKP Intercity, którzy robili wszystko, by ułatwić podróżowanie – stwierdził Klimczak. Zapewnił, że resort przywiązuje dużą wagę do bezpieczeństwa, a zgłaszane przez związkowców uwagi są omawiane i wdrażane.
Znacznie ostrzej wypowiedział się wcześniej odpowiedzialny za kolej wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak. – Nie interesuje mnie podejmowanie działań tego typu, jak dzisiejsze, na bazie emocji. Dziś w systemie kolejowym będzie w okolicach 1,8-2 mln pasażerów – piątek to dzień, w którym najwięcej osób korzysta z kolei. Wolę rozmawiać o faktach, o tym, co się faktycznie dzieje w systemie kolejowym dla poprawy bezpieczeństwa. To akcja polityczna wymierzona przeciw rządowi. Nie wolno podejmować akcji przeciw pasażerom. Kolej jest dla pasażerów, a infrastruktura jest środkiem, nie celem samym w sobie – powiedział urzędnik.
Ma być więcej przejazdów z zabezpieczeniami
– Wyrażam szacunek dla wszystkich maszynistów, dziękuję za ich pracę. Biorę pod uwagę argumenty ZZMK, całego środowiska i wszystkich, którym leży na sercu bezpieczeństwo kolei. Jako MI pracujemy nad zmianami legislacyjnymi – kontynuował Klimczak. Interdyscyplinarne prace z udziałem Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji koordynuje sam szef resortu infrastruktury. Znowelizowane przepisy mają zawierać groźbę utraty prawa jazdy dla każdego kierowcy, który wjedzie na przejazd przy włączonym czerwonym świetle.
– Mimo tak drastycznych przykładów
takie przypadki wciąż się zdarzają. Mamy statystyki z naszych urządzeń – są skrzyżowania (np. w Warszawie), gdzie od stycznia do sierpnia było 1300 przypadków wjechania na czerwonym świetle! – wyliczał Klimczak, mając na myśli
system RedLight. Nowelizacja ma w najbliższych dniach trafić pod obrady rządu, dalsze tempo prac – jak zastrzegł minister – będzie zaś zależało od posłów.
Przejazdy będą też jeszcze bardziej intensywnie zabezpieczane dodatkowymi urządzeniami. – Chciałbym podkreślić, że no dzieje się nie tylko teraz, w reakcji na tragedię. Od początku tej kadencji ponad 800 przejazdów w Polsce zostało wyposażonych w dodatkowe urządzenia zabezpieczające przed wjazdem na czerwonym świetle. Ogłosiliśmy dwa konkursy dla samorządowych zarządców dróg, z którymi wspólnie chcemy budować skrzyżowania bezkolizyjne – wiadukty i tunele pod torami. Dzieje się to zarówno w dużych miejscowościach – np. w Warszawie, Poznaniu czy
w Łodzi przy ul. Malowniczej (rogatki zamknięte łącznie przez ok. 16 godzin na dobę) – jak i w mniejszych. Angażujemy w poprawę bezpieczeństwa na przejazdach setki milionów złotych – podkreślił minister.
– Jeden z elementów pakietu to automatyczny nadzór prowadzony przez Inspekcję Transportu Drogowego. Dziś jej drożność jest ograniczona, a spraw bardzo dużo. Przy okazji ustawy fotoradarowej chcemy nie tylko doprecyzować przepisy i sprawić, że kary będą rzeczywiście automatyczne, ale i powiązać to z kwestią monitorowania przejazdów. Jeśli ktoś ma tracić prawo jazdy za wjazd na czerwonym świetle, musimy o tym wiedzieć i przejść do egzekwowania kary – dodał Klimczak.
Ustawa fotoradarowa, szkolenie kierowców – i hulajnogi
Ważniejsza od surowości kar jest ich nieuchronność. – Od pewnego czasu procedujemy tzw. ustawę fotoradarową. Jestem po uzgodnieniach z Ministerstwem Sprawiedliwości i Rządowym Centrum Legislacji. Mam nadzieję, że niedługo projekt wejdzie pod obrady rządu – zapowiedział Klimczak. – Chcemy mieć pewność, że każdy, kto złamie prawo i zostanie to utrwalone w systemie automatycznym typu CANARD, połączonym z kolejowym RedLight, poniesie karę. Dziś mamy niestety sytuację, w której zarejestrowani przez fotoradary uchylają się, wskazując inne osoby, zwłaszcza z zagranicy. Piętrzą się problemy administracyjne – jestem zwolennikiem deregulacji, upraszczania procedur i twardego prawa. Mam nadzieję, że zmiany doprowadzą do skrócenia konsultacji i szybszego zapadania decyzji – zadeklarował.
Zmian wymaga również szkolenie i egzaminowanie kierowców. – Nie może być tak, że ktoś traci rozum, gdy widzi czerwone światło czy opuszczający się szlaban. To wszystko musi być zweryfikowane podczas szkolenia i egzaminu. Użytkownik ruchu drogowego musi być skoncentrowany – zaznaczył minister.
Nawiązał też do kwestii – coraz liczniejszych – zdarzeń na przejazdach z udziałem hulajnóg. – Część zmian (jak zatrzymywanie prawa jazdy) musi wejść w życie już teraz, ale działamy wielotorowo. Mamy przygotowany cały pakiet rozwiązań związanych z hulajnogami, od kwestii ich prowadzenia do parametrów technicznych i sprowadzania do Polski – stwierdził.