Planowana na najbliższy weekend korekta rozkładu jazdy przynosi „przy okazji” trzy reaktywacje połączeń pasażerskich na nieczynnych liniach. Każda jest inna, każda jest ciekawa. Więcej pisze o nich Paweł Rydzyński, prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu.
Dolny Śląsk, czyli tak przewidywalnie, że aż nudno
Po prawie 50 latach wracają pociągi na krótki,
4-kilometrowy odcinek linii 318 między Bielawą i przystankiem Góry Sowie. Jest to wstęp do odtworzenia połączenia między Bielawą (do której kolej wróciła w 2019 r.) i Srebrną Górą, co ma nastąpić w ciągu kilku miesięcy. Marketingowo oczywiście rozgrywane jest to jak zwykle: „po dolnośląsku”, czyli skutecznie. Połączenie w Góry Sowie reklamowane jest jako możliwość dojazdu pociągiem nad „polskie Como”, a planowaną reaktywację trasy do Srebrnej Góry sprzedaje się jako poprawę dojazdu do unikatowej w skali europejskiej atrakcji, jaką jest tamtejsza górska twierdza. Oczywiście wszystko jest aż nadto „przewidywalne”. Nie ma żadnego „badania zainteresowania”, tylko od razu jest typowa dolnośląska oferta – 10 par połączeń, w tym bezpośrednie kursy z Wrocławia.
Oczywiście jest to również kolejny przykład odtworzenia trasy przez dolnośląski samorząd niemal za grosze (biorąc naturalnie pod uwagę standardy inwestycji kolejowych w Polsce). Oczywiście zdecydowanie zbyt prostym jest porównanie kosztów inwestycji DSDiK i lokalnych linii PKP PLK. Inwestycje dolnośląskie dotyczą jednak najczęściej końcowych odcinków linii, są to również działania o minimalnym zakresie urządzeń technicznych. Nie da się ich porównywać 1:1 z inwestycjami PKP PLK – co nie zmienia jednak faktu, że również u narodowego zarządcy coraz bardziej obecnie widać trend odchodzenia od „złotych klamek” na lokalnych liniach.
Łomża, czyli szkoda gadać
Na drugim biegunie – i geograficznie, i mentalnie –
mamy reaktywację, po ponad 30 latach, ruchu pasażerskiego do Łomży. Na zaplanowane 4 pary połączeń regionalnych (wszystkie bezpośrednie z Białegostoku, 2 z nich: z „zajazdem kieszeniowym” do Łomży, a docelowo w relacji Białystok – Ostrołęka) chyba można spuścić kurtynę milczenia. Nawet nie ma większego sensu analizować rozkładu, bo przy 4 parach dobrego rozkładu po prostu nie da się ułożyć. Na dokładkę mamy 2 pary pociągów PKP Intercity Białystok – Łomża – Olsztyn i zapowiedzi resortu infrastruktury, że niedługo pojawią się pociągi Warszawa – Łomża. Jest to zresztą paradoks, że władze centralne sprawiają wrażenie, jakby przykładały do tego połączenia większą wagę niż władze regionalne…
Tego typu reaktywacje naprawdę nie mają większej logiki poza polityczną. Jedyną okoliczność łagodzącą, jaką można znaleźć, to kiepska lokalizacja łomżyńskiej stacji. To jest oczywiście typowe dla dawnej „Kongresówki”, ale jednak stacja w Łomży nie jest położona aż tak źle jak stacje w wielu innych miastach na wschodzie Polski. Na czele z nieodległą Ostrołęką, gdzie stacja jest praktycznie poza miastem. Wystarczy porównać ofertę kolejową w obu tych miastach. Oraz sprawdzić, kto jest organizatorem.
Somonino, czyli plus za innowację
Trzecią reaktywacją jest odtworzenie połączenia
Kartuzy – Somonino, gdzie pociągi pasażerskie po raz ostatni kursowały kilkanaście lat temu. Oczywiście do obu tych ośrodków dojeżdżają pociągi pasażerskie, ale powrót pociągów akurat na LK214 Kartuzy – Somonino to element bardzo ciekawego projektu powiązanego z modernizacją „magistrali węglowej” (LK201), z przyległościami. Właśnie w ramach tych przyległości wybudowano już i otwarto fragment nowej linii w rejonie Kartuz, dzięki któremu już niedługo, po zakończeniu modernizacji LK201, pociągi z Trójmiasta do Kościerzyny (i dalej w kierunku Bydgoszczy) będą mogły jechać przez Kartuzy (i dalej przez Somonino) bez konieczności zmiany kierunku. To może w ciągu kilku lat zarówno zrewolucjonizować ofertę połączeń regionalnych w tej części Pomorza, jak i spowodować, że ciąg LK201 stanie się bardzo atrakcyjny dla przekierowania na tę trasę części pociągów PKP Intercity łączących obecnie Trójmiasto z Bydgoszczą trasą przez Tczew.
Można byłoby skonkludować, że kolej jedzie w dobrym kierunku. Gdyby nie ta Łomża…