Kolej regionalna na Śląsku najwyraźniej nie ma szczęŚcia. JeŚli spełni się czarny scenariusz, niebawem pasażerów czeka kolejna likwidacja połączeń. Wszystko przez spór na linii władze województwa – Przewozy Regionalne odnoŚnie wysokoŚci dotacji w 2012 roku.
Jak zawsze chodzi o pieniądze
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. O jaką kwotę poszło tym razem? Przewozy Regionalne deficyt z tytułu realizacji rozkładu jazdy 2011/2012 szacują na ok. 140 mln złotych. Władze województwa rozkładają jednak bezradnie ręce i przekonują, że propozycja PR przekracza znacznie kwotę przeznaczoną z budżetu województwa na dofinansowanie kolejowych przewozów pasażerskich. - Z kwoty, która jest zabezpieczona na realizację zadania pn. Organizowanie i dotowanie kolejowych regionalnych przewozów pasażerskich w województwie Śląskim, na przewozy realizowane przez Koleje Śląskie zabezpieczono zgodnie z zawartą umową kwotę 39,5 mln złotych. Pozostała w budżecie kwota do wykorzystania to ok. 92,5 mln złotych – powiedziała niedawno „Rynkowi Kolejowemu” Aleksandra Marzyńska, rzecznik UMWŚ.
Likwidujemy, odwołujemy, tniemy, zawieszamy
W ubiegłotygodniowej wypowiedzi dla PAP, marszałek Adam Matusiewicz otwarcie przyznał, że Przewozy Regionalne nie mogą liczyć na większe pieniądze. Przyczyną jest osiągnięcie z końcem 2012 roku przez samorząd województwa Śląskiego limitu wielkoŚci zadłużenia. - W związku z tym niestety, choć tego nie chcemy, musimy doprowadzić do tego, aby najmniej rentowne linie zlikwidować – poinformował Matusiewicz.
Podobne stanowisko Śląski marszałek przedstawił także na łamach katowickiej „Gazety Wyborczej”. - Przewozy Regionalne są dużo droższe niż samorządowa konkurencja, Koleje Śląskie (różnica wynosi ponad 7 zł na każdym tzw. pociągokilometrze) i zaczynają przypominać worek bez dna. Spółka nie może już liczyć na większe pieniądze, no, chyba że pojawiłby się jakiŚ milioner z USA, który chciałby dołożyć do budżetu województwa - stwierdził marszałek Matusiewicz i dodał, że cięcia w rozkładzie jazdy są nieuniknione. O jakie trasy może chodzić?
Zdaniem „Gazety Wyborczej”, choć żadna oficjalna decyzja w sprawie ewentualnej likwidacji linii jeszcze nie zapadła, to nieoficjalnie wymienia się m.in. trasy: Bytom - Gliwice, Zebrzydowice - Cieszyn, Rybnik - Pszczyna oraz Rybnik – Racibórz. W grę wchodzi także ograniczenie liczby pociągów na linii Szybkiej Kolei Regionalnej pomiędzy Tychami a Sosnowcem.
Historia lubi się powtarzać
Nie byłaby to pierwsza likwidacja połączeń w ostatnich miesiącach. Wraz z wejŚciem w życie w grudniu ubiegłego roku obecnego rozkładu jazdy zawieszono połączenia osobowe pomiędzy Żywcem a Suchą Beskidzka oraz pomiędzy Tarnowskimi Górami a Opolem. Warto przypomnieć także datę 10 stycznia 2009 roku. Zawieszono wówczas kilkadziesiąt połączeń w regionie, a kursowanie kolejnych kilkudziesięciu ograniczono tylko i wyłącznie do dni roboczych. Efektem takiej decyzji był m.in. widoczny w statystykach przewozowych drastyczny spadek liczby pasażerów korzystających z kolei.
W marcu ubiegłego roku podczas specjalnej konferencji prasowej w Katowicach prezes Przewozów Regionalnych, Małgorzata Kuczewska-Łaska, zapowiedziała kolejną redukcję liczby uruchamianych pociągów. Z rozkładu jazdy miały zniknąć całkowicie połączenia na linii Katowice – Wisła Głębce oraz Bytom – Gliwice. Zlikwidowane miały zostać także wszystkie pociągi w relacji Bielsko-Biała/Pszczyna – Rybnik. Poważne ograniczenia planowano na trasie Gliwice – Katowice – Zawiercie/Częstochowa, Lubliniec – Częstochowa, a także Katowice – Zwardoń. Ostatecznie do cięć nie doszło – strony konfliktu w ostatniej chwili na szczęŚcie doszły do porozumienia.
Czy tym razem również uda się porozumieć? JeŚli likwidacja połączeń dojdzie do skutku, dla pasażerów bez wątpienia oznaczać to będzie koniecznoŚć szukania alternatywnych Środków transportu i olbrzymie problemy z dojazdem do pracy, szkoły, czy na weekendowy wypoczynek. Dla Śląskich kolejarzy i ich rodzin groźbę utraty pracy i widmo bezrobocia. A dla władz województwa? Chyba kolejny powód do wstydu.
Bardzo trafnie całą sytuację skomentował kilka dni temu Tomasz Głogowski, redaktor katowickiej „Gazety Wyborczej”. Jak zaznaczył, z likwidowanymi połączeniami może być podobnie, jak z kopalniami. KiedyŚ niepotrzebne i zbędne, dzisiaj ponownie otwierane i przywracane do funkcjonowania. Tyle, że już nie przez polskie spółki, lecz zagraniczny kapitał. - Niepokoić może pomysł likwidacji najbardziej niedochodowych linii w województwie, bo taki krok zawsze uderza w pasażerów. A pamiętajmy, że bywały lata, gdy Przewozy Regionalne likwidowały nie najgorsze linie, ale te, które z jakichŚ powodów uznano za słabe, mimo że korzystało z nich sporo pasażerów. Oby z pociągami w naszym regionie nie było tak jak z kopalniami. Przed laty je zamykano, bo miały być niedochodowe, a teraz ponownie się je otwiera (np. Dębieńsko), w poszukiwaniu nowych złóż węgla. Robią to już jednak nie polskie spółki, ale zagraniczne koncerny – podsumowuje Głogowski.