Wszyscy pracownicy łapskich Zakładów Napraw Taboru Kolejowego zostali wysłani na przymusowy bezpłatny urlop. To próba ratowania zakładu. Jeśli się nie powiedzie, to prawie 700 osób może stracić pracę.
W Białymstoku prace w PKP Cargo Podlaskim Zakładzie Spółki pracę może stracić co najmniej 130 osób. Pierwsze wypowiedzenia już zostały wręczone.
- O tym, że zaczęto wręczać wypowiedzenia, dowiedzieliśmy się od osób, które je otrzymały. Jesteśmy oburzeni, że nikt nas o niczym nie informuje - narzeka Jerzy Stepaniuk z branżowych związków zawodowych. - Wystąpiłem już do zarządu z żądaniem zaprzestania zwolnień do czasu ustalenia konkretnych warunków zwolnień grupowych.
Jeszcze gorsza sytuacja panuje w łapskim Zakładzie Naprawy Taboru Kolejowego. Największy klient zakładów - PKP - wstrzymał wszystkie przetargi na remont wagonów. Firma nie ma w tej chwili ani jednego zamówienia, kończy te z ubiegłego roku. Jeśli wkrótce nie pojawią się nowe zlecenia, to zakładowi grozi upadłość, a pracownikom bezrobocie.
- Atmosfera w firmie jest tragiczna, jak zresztą nasza sytuacja. Nie wiem, co z nami będzie, jeśli upadnie największy pracodawca w okolicy - narzeka Jan Jabłoński, wieloletni pracownik ZNTK w Łapach.
Roman Czepe, burmistrz Łap, jest przekonany, że problemy zakładu są wynikiem prowadzonej od lat niewłaściwej polityki.
- Kolejne ekipy rządzące nie miały koncepcji na polski transport kolejowy. Teraz kryzys światowy odsłonił wszystkie wady i niedociągnięcia. I podczas gdy inne kraje starają się pomóc przemysłowi, u nas odbywa się wolna amerykanka, czyli jeśli zakład sobie sam poradzi, to dobrze, a jak nie, to upadnie - narzeka Czepe i nie ukrywa, że sytuacja w łapskim zakładzie jest bardzo poważna. - Od lipca przedsiębiorstwo przesuwa spłatę rat podatku. Ale tak źle jak teraz to jeszcze nie było. Jeśli zakład upadnie, to sytuacja pracowników będzie bardzo trudna. Nie wiadomo, ile lokalny rynek będzie w stanie wchłonąć osób. Na pewno część ludzi przejmie Pronar w Narewce, część podobnie jak ci zwolnieni w ubiegłym roku z cukrowni wyjedzie za granicę. Ale co będzie robiła reszta, to zagadka - dodaje.