Niestaranna obserwacja peronu podczas wymiany pasażerów, brak sygnału ostrzegawczego gwizdkiem i zbyt wczesne nadanie sygnału odjazdu pociągu – to zarzuty, które usłyszał kierownik pociągu Kolei Mazowieckich Marcin H. W związku z wypadkiem na przystanku Wola Bierwiecka. Po przedstawieniu zarzutów podejrzanemu musiano udzielić pomocy medycznej – informuje Prokuratura Okręgowa w Radomiu.
– 48 letni wówczas kierownik pociągu usłyszał zarzut spowodowania w dniu 14 lutego 2026 roku na przystanku w Woli Bierwieckiej, gm. Jedlińsk, wypadku kolejowego w wyniku umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i transporcie kolejowym, polegających na nienależytej obserwacji ruchu pieszych na peronie po zatrzymaniu pociągu i niedostrzeżenie, że drzwiami nr 9 wysiadają pasażerowie – referuje ustalenia śledztwa rzecznik prasowy radomskiej Prokuratury Okręgowej prokurator Aneta Góźdź. Pasażerami tymi byli 17-letni Dominik H. i kobieta z kilkumiesięcznym dzieckiem w wózku, którym nastolatek pomagał wysiąść. Wina kierownika pociągu miała polegać na zaniechaniu nadania sygnału ostrzegawczego gwizdkiem dla pasażerów i przedwczesnym nadaniu sygnału do odjazdu pociągu.
Ciężkie kalectwo pasażera
W efekcie – jak ustalili prokuratorzy – dłoń pozostającego na peronie Dominika H. została zakleszczona przez zamykające się drzwi. Gdy pociąg ruszył, pokrzywdzony został wciągnięty pod pudło pociągu. Dominik H. przeżył, ale doznał – jak stwierdzono w komunikacie prokuratury – „licznych urazów miażdżących” i w rezultacie – ciężkiego kalectwa (jak wynika z doniesień medialnych, stracił obie nogi oraz część prawej ręki).
W związku z tym kierownikowi pociągu postawiono zarzut z art. 177 § 2 Kodeksu Karnego. Mowa w nim o naruszeniu (choćby nieumyślnym) zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym i spowodowaniu przez to wypadku, w którym inna osoba poniosła śmierć albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu. Przewidziana za to kara to pozbawienie wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
– W ramach tego czynu prokurator zarzucił podejrzanemu także narażenie dwójki podróżnych tj. kobiety i jej kilkumiesięcznego dziecka w wózku na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, w związku z niebezpieczeństwem upadku w pobliżu odjeżdżającego pociągu i doznania w wyniku tego obrażeń – uściśla rzecznik prokuratury. W tym przypadku maksymalny wymiar kary wynosi 5 lat.
Jak informuje prokurator Góźdź, z uwagi na stan zdrowia podejrzanego nie doszło do złożenia przez niego wyjaśnień. – Udzielona została specjalistyczna pomoc medyczna – czytamy w komunikacie. Wyjaśnienia zostaną więc złożone w innym terminie.
KM nie komentują, ale oferują pomoc
Kontrolę w sprawie wypadku przeprowadził Urząd Transportu Kolejowego. W ubiegłym tygodniu
pisaliśmy o jej wynikach i o wszczęciu postępowania administracyjnego wobec Kolei Mazowieckich w sprawie naruszenia przepisów bezpieczeństwa. Przewoźnik nie zgodził się jednak z ustaleniami UTK,
odmawiając podpisania protokołu kontroli.
Koleje Mazowieckie wydały w sprawie zarzutów prokuratury krótkie oświadczenie. – W sprawie okoliczności wypadku w Woli Bierwieckiej toczą się obecnie postępowania prowadzone przez właściwe organy. Spółka KM pozostaje w stałym kontakcie z odpowiednimi instytucjami i na bieżąco przekazuje wszelkie wymagane dokumenty oraz informacje. Ze względu na trwające postępowania Spółka KM nie będzie komentować szczegółów sprawy do czasu ich zakończenia – czytamy w dokumencie.
Wcześniej mazowiecki przewoźnik zaoferował Dominikowi H. i jego rodzinie pomoc materialną. Nastolatek, który jest miłośnikiem kolei, otrzymał propozycję stypendium, a w przyszłości – zatrudnienia przez spółkę.