Na niestrzeżony przejazd wjeżdża fiat 126p, lekceważąc znak \"Stop\". Uderza w niego lokomotywa, miażdżąc karoserię. Zjawia się pogotowie, straż pożarna, policja i służby kolejowe. Na szczęście to tylko scenariusz pokazu ratowniczego, który odbył się wczoraj na częstochowskim przejeździe przy ul. Bór.
Zorganizowali go ludzie z Elbląga, z Warmińsko-Mazurskiego Centrum Pomocy Dzieciom. To jedna z kilkunastu podobnych prezentacji w kraju. - I część naszego programu "Włącz myślenie", przypominającego o niebezpieczeństwach na drogach. Obok ćwiczeń-manewrów, takich jak w Częstochowie, prowadzimy inne akcje, np. "Bezpieczne wakacje" czy "Włącz światła". I zniechęcające do parkowania na miejscach dla inwalidów - tłumaczy Tomasz Gomólak z Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego i elbląskiego centrum.
- Mały błąd i nieuwaga kierowcy mogą mieć nieodwracalne konsekwencje - śmierć lub trwałe kalectwo - dodaje komisarz Włodzimierz Mogiła z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, koordynator częstochowskiej akcji.
Przedstawiciele wszystkich służb uczestniczących w pokazie podkreślali, że w zderzeniu z każdym pojazdem szynowym - i pociągiem, i tramwajem - szanse na przeżycie są nikłe. Dlaczego? Gomólak przypomniał, że rozpędzony do prędkości 50 km na godz. samochód ma prawie 30-metrową drogę hamowania, a pociąg, żeby się zatrzymać, potrzebuje kilometra.
- Wypadki na torach nadal się zdarzają, mimo naszych wysiłków i takich prezentacji - podsumowuje komisarz Mogiła. - Najczęściej na niestrzeżonych przejazdach, ale także na tych ze szlabanami. W tym drugim przypadku winę ponosi zwykle kierowca, który chce przejechać, zanim szlabany się opuszczą. Niestety, bywa i tak, że winę ponosi dróżnik.