Rząd zrezygnuje z inwestycji wspieranych przez Unię, które nie będą miały szans na zamknięcie do czerwca 2008 roku. Pieniądze pójdą na inne cele.
Wciągu najbliższych trzech miesięcy ma powstać pierwsza lista zweryfikowanych projektów.
Najczęstszą przyczyną opóźnienia inwestycji, a co za tym idzie niewykorzystania unijnych pieniędzy, są protesty ekologów oraz wykonawców stających do przetargów na nie.
- Nie możemy pozwolić sobie na to, by stracić przyznane dotacje. Te inwestycje, które m.in. z powodu protestów i odwołań uczestników nie mają szans na terminowe zakończenie, nie będą realizowane - zapowiedziała Barbara Kondrat, podsekretarz stanu w Ministerstwie Transportu.
Jak zapewnia, wnioski są weryfikowane na bieżąco. To, z jakich projektów samorządy będą musiały zrezygnować, a jakie nowe będą mogły otrzymać finansowanie, okaże się we wrześniu. - Decyzja musi być podjęta do końca roku, byśmy zdążyli wykorzystać pieniądze. Nasze propozycje musi przecież jeszcze zaakceptować Komisja Europejska - wyjaśnia Jerzy Kwieciński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego.
Na przesunięciu środków w ramach programu SPO Transport pierwsze skorzysta warszawskie metro. Na wybudowanie kolejnego odcinka o długości 3,9 km i czterech nowych stacji otrzyma 90 mln euro. Takie rozwiązanie zaakceptował już komitet monitorujący. Decyzję musi zatwierdzić jeszcze Komisja Europejska i umieścić inwestycję w swoim programie operacyjnym.
Ponad 50 mln euro, które stolica otrzyma na budowę metra, to pieniądze zaoszczędzone w trakcie realizacji innych projektów, m.in. zakupu taboru kolejowego. Pozostałe 40 mln euro pochodzi ze środków, za które miała powstać droga S7 z Białobrzegów do Grójca o długości 17 km. GDDKiA nie udało się jednak wybrać wykonawcy.
Rezygnacja z zagrożonych projektów ma zapewnić sprawne wykorzystanie wszystkich środków unijnych przyznanych nam na rozwój transportu. Do tej pory z 1,2 mld euro, które otrzymaliśmy na lata 2004 - 2006 wydaliśmy zaledwie kilkadziesiąt, milionów złotych.