Uruchomione kilkanaście lat temu metro w Teheranie to okazja by przekonać się, że mimo pozornych różnic podziemne kolejki pod każdą szerokością geograficzną są do siebie podobne. Znasz jedną, nie zgubisz się w żadnej.
Metro w Teheranie ruszyło w 2000 r. i dziś to cztery linie, plus piąta linia miejskiej kolei. Tunele zbudowano pod głównymi arteriami miasta. Można nimi dojechać m.in. do jednego z dwóch głównych lotnisk, na 60–tysięczny Stadion Azadi, a także w pobliże znajdujących się na północnych przedmieściach autobusów, które szybko dowiozą do narciarskich kurortów w masywie Elburs.
W samych podziemiach nie jest łatwo się zorientować, bo o ile wiszące na każdym kroku schematy linii są jasne, to już mapki opisujące bezpośrednią okolicę stacji są napisane w farsi, który dla przeciętnego Europejczyka przypomina hieroglify. Żeby nieco dokładniej zorientować się w sytuacji trzeba pytać obsługę, co jest o tyle łatwe, że takich osób jest mnóstwo, zarówno w kasach biletowych, w pobliżu bramek, jak i na peronach. Z kupnem biletów też nie ma kłopotu. Można skorzystać z kas lub z automatów biletowych. W przypadku tych drugich trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo zanim maszyna „pożre” banknot, kilka razy zdąży cię poinformować, że jest niewłaściwy, źle go wkładasz, albo skończył się czas na operację i powinieneś spróbować ponownie. Jednorazowy bilet to wydatek 5 tys. riali, czyli 50 groszy.
Same stacje są schludne, czyste i wygodne. Krzesełka oznaczone są dwoma kolorami. Żółte, znajdujące się na końcach peronów, są przeznaczone wyłącznie dla kobiet, ale przeważnie i tak każdy siada gdzie chce. Prawdopodobnie mężczyzna, który usiądzie na takim miejscu może się spodziewać w godzinach szczytu zwrócenia uwagi ze strony obsługi.
W metrze kursują pociągi dostarczone przez chińskiego producenta CNV. To konsorcjum tamtejszych firm i Bombardiera, które zapewniło tabor m.in. dla linii metra w Szanghaju i Kantonie. Pociągi kursują w godzinach szczytu co kilka minut, ale niedługo poza nim ich częstotliwość spada do 20–30 minut. Czasem trzeba się naczekać.
Tym co chyba najbardziej rzuca się w oczy, ale zdarza się chyba w każdym mieście poza Polską (a i w Warszawie coraz częściej) jest potrzeba posiadania mocnych ramion przy wsiadaniu i wysiadaniu z wagonu. Zasada „najpierw wysiadający, potem wsiadający” w Teheranie nie obowiązuje. Gdy pociąg podjeżdża na stację do wyjścia pchają się wszyscy z obu stron i trzeba mieć czasem sporo krzepy, żeby się do niego dostać lub w z niego wydostać. I chyba nawet stosowny plakat niewiele w tym względzie pomoże.
Więcej przeczytasz w serwisie Transport-Publiczny.pl, gdzie zamieściliśmy także plakaty z teherańskiego metra.