Z każdą kolejną modernizacją linii kolejowych, czasami z powodu potrzeb przebudowy, a czasami z „przypadkowego” niedopatrzenia, znikają różne kolejowe obiekty inżynieryjne. Kiedyś były one niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania szlaku kolejowego, a dziś wiele z nich, najczęściej będących w ruinie, znika z kolejowego krajobrazu bezpowrotnie, często zabierając ze sobą swą niezapisaną i słabo udokumentowaną historię kolei, ale w nieco innym wymiarze.
Jednym z takich obiektów inżynierii, a zarazem architektury kolejowej są domki dróżników przejazdowych, obchodowych, torowych itd., najczęściej budowane w pasie szlaku kolejowego, zamiennie nazywane dróżniczówkami, koszarkami – niestety, ciągle mało opisanymi, opracowanymi, choć na szczęście zachowało się trochę dokumentacji fotograficznej.
O ile ta ostatnia ukazuje architekturę budynków kolejowych, ich budowę, wykończenie, o tyle niewiele wiemy o ich wyposażeniu i warunkach, w jakich żyli dróżnicy wypełniający swoje obowiązki służbowe. Pewną wiedzę, że nie były one łatwe, wymagały sporej zaradności, pomysłowości dróżników, ukazują nam raporty stanów sanitarnych rejonów szlaków podległych lekarzom kolejowym. Były to szlaki nierzadko o długości nawet do 150 kilometrów, na których średnio w odległości co 2-2,5 km znajdował się domek dróżnika. Czyli średnio 70-80 zabudowań mieszkalnych z przyległościami podlegało kontroli sanitarno-medycznej pełnionej najczęściej przez jednego lekarza. A trzeba dodać, że do obowiązków lekarza należało dodatkowo dbanie o stan sanitarny budynków dworcowych, nastawni, parowozowni, noclegowni i innych znajdujących się w obrębie pasa kolejowego w rejonie, plus obsługa lekarska kolejarzy i ich rodzin.
Z zasady, przynajmniej raz w roku, lekarz kolejowy miał obowiązek odwiedzić i zlustrować budynki i przeprowadzić tzw. wywiad zdrowotny mający na celu rozpoznanie zagrożeń chorobami, stan zdrowia pracowników i tworzenie profilaktyki mającej zapobiegać szczególnie chorobom zakaźnym. Takie były założenia teoretyczne, jednak w praktyce jak udało się lekarzowi odwiedzić wszystkie domki dróżników w ciągu roku raz na pięć lat – to był to już jego spory sukces.
Zagrożenie epidemią cholery W 1913 roku z powodu rozprzestrzeniającej się cholery w Galicji (zabór austriacki) carskie władze kolejowe zarządziły dokładne inspekcje wszystkich przygranicznych szlaków kolejowych, m.in. w Zagłębiu Dąbrowskim.
Lekarz kolejowy Ignacy Mojkowski był odpowiedzialny za XVI rejon znajdujący się na linii kolejowej Dąbrowa Górnicza Ząbkowice – Katowice, który zaczynał się koło Będzina i ciągnął się do rzeki Brynica o długości 10,8 wiorsty (ok. 11,5 km). W skład rejonu wchodziły także linie boczne odchodzące o długości 17,2 wiorsty (18,3 km). Łącznie rejon obejmował 28 wiorst (30 km) szlaków kolejowych, z czego ponad 10 wiorst na szlaku głównym, a pozostałe na rozgałęzieniach, głównie o znaczeniu przemysłowym. W sumie w rejonie było 27 domków dróżniczych zbudowanych z cegieł, kamienia wapiennego lub drewna – zbudowanych jakby przypadkiem, przy okazji budowy plantu bez większej dbałości o ich umiejscowienie w terenie, zachowania odpowiedniej odległości od toru, ale zgodnie z przepisami nakładającymi na użytkownika szlaku wybudowania dróżniczówek. Ta „przypadkowość” powodowała, że na ogólną liczbę 27 domków prawie 40 procent miało ściany szczytowe i okna na północ lub zachód, co powodowało ograniczoną możliwość korzystania z promieni słonecznych – a było to istotne z uwagi na zwiększoną podatność na zawilgocenie ścian i wilgoć w samym domu. Tylko 20 procent (5 budynków) było postawione z oknami i ścianami wychodzącymi w kierunku południowym.
Domki z reguły były zamieszkałe przez jedną rodzinę, najczęściej składającą się z 6-7 osób, choć w kilku były dwie lub trzy wielopokoleniowe rodziny i liczba mieszkańców przekraczała 10-12 osób. Każdy budynek składał się z niewielkiej sionki, jakby przedpokoju, posiadającej podłogę cementową lub ceglaną oraz z dwóch pokoi z wapiennymi tynkami. Pierwszy pokój, mający łączność z sionką, stanowił kuchnię, a zarazem pokój stołowy; drugi był sypialnią. Powierzchnia drewnianych podłóg w kuchni wynosiła średnio 4,0 × 2,5 m, w sypialni 4,60 × 4,00 m. Łączna powierzchnia mieszkalna nie przekraczała 29-30 m2. Przy średniej liczbie 6-7 mieszkańców były one nadmiernie zagęszczone, co było szczególnie coraz bardziej odczuwalne wraz ze wzrostem dzieci dróżnika.
Wysokość pomieszczeń nie przekraczała 3 metrów, a jedyną cyrkulację powietrza we wnętrzu zapewniały małe okienne lufciki. Każde z pomieszczeń miało na ogół jedno dwuskrzydłowe okno o powierzchni 1,5-2,5 m2, co pośrednio wpływało na zawilgocenie pomieszczeń ze względu na utrudniony dostęp promieni słonecznych – choć częściowo podnoszących temperaturę w pokojach. W sumie na 27 domków tylko w pięciu nie było wilgoci latem, ale zimą wilgoć wchodziła i do tych latem jej pozbawionych. Lekarz w trzystopniowej skali wilgoci określił, że 22 domki miały wilgoć dużą i umiarkowaną, tj. widoczne ślady zagrzybienia ścian. Domki bez śladów grzyba miały stopień: wilgoć słaba lub jej brak. Przeludnione domki, o złej wentylacji powietrza, zawilgocone siłą rzeczy musiały powodować większą zachorowalność.
Według statystyki lekarza kolejowego w rejonie XVI na ogólną liczbę 199 mieszkańców domków dróżniczych w ciągu zaledwie pół roku zarejestrowano 87 najróżnorodniejszych zachorowań, z których najczęstszymi były choroby przewodu pokarmowego (blisko 30 procent), próchnica zębów (18 procent), chorób dróg oddechowych (14 procent), w których najwięcej było gruźlicy i chorób reumatycznych (10 procent), choć te ostatnie nie do końca były wówczas dobrze rozpoznane i często wyniki faktyczne były zaniżone. Główną przyczyną chorób przewodu pokarmowego był, obok wilgoci w domkach, zły stan sanitarny tzw. obejść przydomowych i studni, najczęściej otwartych, ocembrowanych drewnem, podatnych na wpadanie do nich wszelkich zanieczyszczeń roślinnych i chemicznych, stosunkowo płytkich, do 7-8 metrów głębokości, co powodowało spływanie płytkich wód gruntowych. Jakość wody lekarz określał na podstawie opinii mieszkańców i własnych zmysłów wzroku, smaku i powonienia. I tak wodę całkowicie ze zgniłym zapachem stwierdzono w 13 studniach przydomowych, z lekką zgniłą – w dwóch studniach; odrażającą i zupełnie nienadającą się do użytku wodę stwierdzono w sześciu gospodarstwach. Zupełnie dobrą, bez zapachu wodę stwierdzono zaledwie w dwóch na 27 studni. Tam, gdzie woda zupełnie nie nadawała się do celów spożywczych, dróżnicy zaopatrywali się beczkowozami w sąsiednich gospodarstwach rolnych lub zakładach przemysłowych. Często za wodę musieli płacić. Niestety, największą słabością obejść były ustępy przy domkach dróżniczych, budowane własnymi siłami i pomysłami dróżników. Pod względem budowy były bardzo urozmaicone: począwszy od prymitywnych kilku byle jak skleconych desek ponad płytkim dołem, a skończywszy na normalnym ustępie z dołem wymurowanym cegłą na cement oraz z budką drewnianą o jednym lub dwu sedesach. Były domki, które nawet tak prymitywnych ustępów nie miały. Na ogólną liczbę 27 obejść aż w ośmiu nie było żadnych ustępów.
Podwórza przylegające do domków dróżniczych były zwykle niewielkie i stanowiły przestrzeń niezarosłą trawą, które często służyły do przechowywania nawozu i śmieci. O istnieniu zamykanych śmietników nie było mowy; śmieci i odpadki kuchenne składane były na kupę, co prawda nie obok domu, lecz pod parkanem, gdzie również składany był nawóz naturalny z przydomowych obórek i kurników. Zawartość dołów kloacznych, stert nawozu, stert śmieci mieszkańcy zużywali do nawożenia znajdujących się w sąsiedztwie ogródków. Niewielkie, bo o powierzchni 200-250 m2, nie były rezerwuarami warzyw. Najczęściej panowała w nich rutyna i sadzono: kartofle, kapustę, mak, marchew – wszystko na ogół bardzo mizerne i rosło, jak Bóg dał. Przypisywanie całkowicie winy tylko mieszkańcom niezupełnie jest sprawiedliwe, gdyż dróżnicy obchodowi i przejazdowi stale zajęci byli służbą, ich żony zaś (niektóre z nich w dodatku pełniły służbę dróżniczek) zajęte były przeważnie zaspakajaniem potrzeb swej zwykle licznej rodziny. Jak widać z powyższego, w 1913 roku warunki życia, sanitarne w domkach dróżników były dalekie od doskonałości. Nie było jednak wówczas jeszcze specjalnych służb sanitarnych egzekwujących poprawę warunków i wymuszających na dróżnikach minimum wiedzy o higienie, a co dopiero wprowadzania jej zasad do codziennego życia.
Oświata zdrowotna szansą na poprawę zdrowotności Szesnaście lat później, w 1929 roku, ten sam lekarz dokonał inspekcji dawnego rejonu XVI, który po 1918 roku nieco uległ zmianie organizacyjnej. Po siedemnastu latach w badanym rejonie liczba mieszkańców spadła blisko o 20 procent, a sporą część tego odsetka stanowiły dzieci. W ciągu pół roku 1929 przy mniejszej liczbie mieszkańców (w 1913 – 199, w 1929 – 157) odnotowano niemal podobną liczbę zachorowań – 88. Nadal dominowały choroby przewodu pokarmowego i oddechowego i wyraźnie wzrósł wskaźnik zachorowań na gruźlicę. Było to po części następstwo I wojny światowej, niedożywienia, ciężkich warunków życia. Poprawę zdrowotności wśród dróżników lekarze kolejowi widzieli m.in. w szerokiej oświacie zdrowotnej. Nie zawsze z chęcią przyswajanej przez pracowników. Dróżnicy z ogromnym oporem likwidowali miejsca trzymania śmieci, gnojownicy czy prowizorycznych ustępów. Dopiero dofinansowanie przez dyrekcję kolei budowy nowych drewnianych ustępów na dołach murowanych pozwoliły zlikwidować ostatecznie prowizorkę. Podobnie było z budową zbiorników na gnojowice, śmieci, jednak stan był jeszcze niezadowalający. Dość mocne wzięto się za poprawę wody w studniach, często zasypując stare, a obok nich budując nowe, z cementowym ocembrowaniem. Był to jednak dość kosztowny zabieg i budowa nowych studzien szła bardzo powoli. Wprowadzono chlorowanie wody.
Pewnym sukcesem zaczęła okazywać się akcja osuszania domów z wilgoci. Dobre wyniki przyniosła akcja obsadzania domów pnączami dzikiego wina, które nie tylko osuszało fundamenty domów, lecz także nie dopuszczało do zawilgocenia ścian zewnętrznych, co było zbawienne dla domków wybudowanych z kamienia wapiennego. Udało się namówić dróżników do zajęcia się uprawą morwy będącej pożywieniem dla jedwabników i tym samym pozyskiwania dodatkowych dochodów z jedwabnictwa, jak również z pszczelarstwa. Impulsem do zwiększania upraw dochodowych w ogródkach przydomowych miały być liczne konkursy z cennymi nagrodami. Z trudem, powoli oświata zdrowotna wkraczała do domków dróżników, jednak jej szybszy marsz był uzależniony od lepszego wynagrodzenia, a to niestety przez wiele lat było nie najlepsze, co hamowało kolejne inicjatywy mieszkańców. Często czekali oni na kolejne dotacje pozwalające na remont elewacji, ocieplenie itd., które zawsze niemal do 1939 roku były uzależnione od niezbyt bogatej kasy kolejowej. Niestety, po II wojnie światowej życie dróżników niewiele się poprawiło. Na wielu szlakach można było spotkać niemal stuletnie domki, nigdy nieremontowane od chwili powstania. W wielu z nich dróżnicy często byli skazani na własną pomysłowość i zaradność.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.