W dzisiejszym "DGP" możemy przeczytać śmiały postulat jego redakcji: "Czas zalać tory asfaltem" - Czy postulujący ma jakiekolwiek pojęcie o zrównoważonym transporcie, kosztach zewnętrznych transportu, czy tzw. modal split? - pyta w komentarzu zastępca redaktora naczelnego "Rynku Kolejowego" Michał Grobelny.
Redaktor „Dziennika Gazety Prawnej” postuluje zalewanie asfaltem linii kolejowych, aby w ich miejscu tworzyć „autostrady i ekspresówki”. Stwierdzenie takie pojawiło się w komentarzu wskazującym na opieszałość i bezcelowość realizacji inwestycji PKP PLK i PKP Intercity. Trudno nie zauważyć opóźnień i nieudolności w tej sferze, ale z propozycjami likwidowania torów kolejowych proponuję wstrzymać się do czasu uzyskania choć podstawowej wiedzy na tematy transportowe.
„Pendolino: ponad 100 mln zł za sztukę. Remont torów na trasie Warszawa – Gdynia: 9 mld zł. Pokonanie jej w trzy godziny: bezcenne. Ale tylko zdaniem naszych kolejarzy. Bo w cywilizowanych krajach taki wynik mieści się w kategorii wstydu” – pisze publicysta DGP, postulując rezygnację z kolei. W całym kraju? Tylko na trasie ze stolicy do Trójmiasta? Tego nie precyzuje, bo przecież zapewne jakiekolwiek niuansowanie zamazałoby zdecydowaną wymowę „felietonu”. Dziennikarz najwidoczniej nie wie, że we wspomnianych przez niego tzw. „cywilizowanych krajach” za wstyd uchodziłoby przede wszystkim bezmyślne stawianie jedynie na najbardziej szkodliwy dla środowiska naturalnego środek transportu.
Fakt, trudno nie piętnować tego, w jaki sposób w Polsce realizowane są inwestycje kolejowe (choć oczywiście nie tylko one). Publicysta postanowił jednak, uderzając w kolejowych decydentów, przy okazji popisać się umiejętnością stosowania plastycznych, piętrowych porównań, wspominając m.in. o diamentach i klozetach: „Przykro mi bardzo, Panie i Panowie, ale jesteście partaczami i nic was nie uratuje. Modernizacja w waszym wydaniu sprowadza się do wykładania kryształkami Swarovskiego publicznego szaletu, w którym wybija kanalizacja. Co gorsza, zorientowaliście się, że coś śmierdzi i że stoicie po szyję w szlamie dopiero w momencie, gdy klienci zaczęli omijać was szerokim łukiem. Nie namówicie ich do powrotu, obiecując, że siedząc na złotej desce klozetowej, będą mogli cieszyć się WiFi”. Zdaniem dziennikarza, dla zwykłego klienta kolei liczy się przede wszystkim czas i prędkość przejazdu. Pełna zgoda. Jaka jest jednak recepta na zmianę wcześniej opisanego, niezadowalającego stanu? „Całkowitym idiotyzmem jest wydawanie miliardów na nowe składy, perony etc. Jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym podróż autem trwa krócej niż pociągiem. I niech tak zostanie. Dla was oznacza to porażkę, ale ja uważam, że możemy przekuć to w sukces. Trzeba tylko zalać tory asfaltem. 9 mld zł na początek wystarczy – da nam jakieś 500 km nowych autostrad i ekspresówek” – pisze publicysta. Oczywiście, pojawia się także niezwykle oryginalne i zasadne porównanie kolei polskich i tych z tzw. „cywilizowanego kraju”, w tym przypadku Japonii.
Czy postulujący śmiałe posunięcie utopienia szyn kolejowych w asfalcie ma jakiekolwiek pojęcie o zrównoważonym transporcie, kosztach zewnętrznych transportu, czy tzw. modal split? Być może, ale z tekstu to absolutnie nie wynika. Najważniejsze jest przecież wrzucenie ostrej, zdecydowanej wypowiedzi. W końcu, niejeden na tym dobrze wyszedł – o czym świadczą m.in. wyniki ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego. Dobrze by było jednak, przed rozpoczęciem zalewania torów asfaltem, nalać najpierw oleju do własnej, zajętej pouczaniem innych, głowy.