Samorządy województw być może zachowają możliwość zlecania regionalnych przewozów kolejowych własnym spółkom bez przetargu. Taką furtkę przewiduje najnowszy projekt nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Stowarzyszenie niezależnych przewoźników alarmuje, że doprowadzi to do zahamowania liberalizacji rynku, a przez to – do większych wydatków organizatorów transportu i pasażerów.
W najnowszym rządowym projekcie nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym uchylono artykuł 22a. Jest on jednym z kluczowych zapisów wpływających na kształt rynku przewozowego w najbliższych latach – poprzez odwołanie do unijnego rozporządzenia 1370/2007 wprowadza on obowiązek wyboru kolejowych przewoźników pasażerskich w regionach w drodze konkurencyjnego przetargu. Jego skreślenie umożliwiałoby więc dalsze zlecanie przewozów użyteczności publicznej (PSC) z pominięciem przetargu – samorząd mógłby arbitralnie wybrać własnego operatora.
AllRail: Jeśli nie będzie liberalizacji, zapłacą pasażerowie
AllRail, organizacja zrzeszająca niezależnych pasażerskich przewoźników kolejowych, ocenia proponowaną zmianę negatywnie. W opublikowanym na swojej stronie internetowej oświadczeniu zwraca uwagę, że jest ona sprzeczna ze zobowiązaniami Polski do liberalizacji rynku, będącej elementem unijnego IV Pakietu Kolejowego. Oznaczałoby to – zdaniem ekspertów AllRail – ryzyko podważenia jednolitego Europejskiego Obszaru Kolejowego. Skutkiem braku konkurencji byłyby też wyższe dotacje z budżetów regionów oraz droższe bilety. Odczuliby je bezpośrednio pasażerowie w sześciu (a niebawem – być może ośmiu) województwach mających własnych przewoźników.
Organizacja zwraca też uwagę na bardzo krótki czas pozostawiony zainteresowanym stronom na zgłaszanie uwag – zaledwie tydzień. W przypadku pakietu legislacyjnego liczącego łącznie 90 stron (projekt ustawy – 37, uzasadnienie – 24, ocena skutków regulacji – 29) jest to, zdaniem AllRail, niewystarczająca długość konsultacji. – Tak krótki termin budzi poważne wątpliwości co do możliwości rzetelnego odniesienia się do reformy o potencjalnie daleko idących konsekwencjach – i rodzi pytanie, czy było to działanie zamierzone? – czytamy w stanowisku. Jak dodali autorzy, wzmianki o tej zmianie nie zawarto także w uzasadnieniu ani w ocenie skutków.
Ewolucja zamiast rewolucji
Zniesienie obowiązku przetargowego zapewne z ulgą przyjęłoby wielu marszałków województw. Ale czy słusznie? – Z punktu widzenia samorządów, którzy przez lata tworzyły własne spółki przewozowe, naturalne jest, że niechętnie patrzy się na dopuszczanie nowych podmiotów do rynku. Ale można sobie wyobrazić model pośredni, zbliżony do tego, który w wielu wypadkach funkcjonuje w komunikacji miejskiej: przewoźnicy „wewnętrzni” pozostają podstawą systemu, natomiast podmioty prywatne obsługują mniejszą część rynku, na przykład 20-30% – wskazuje prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu Paweł Rydzyński. Jak dodaje, szansą dla mniejszych przewoźników mogłoby być takie konstruowanie przyszłych przetargów kolejowych w województwach, aby były one dzielone na mniejsze pakiety.
Nasz rozmówca zastrzega, że nie wiemy, czy omawiana zmiana została uzgodniona przez polski rząd z Komisją Europejską. Niezależnie od tego dalsze losy liberalizacji polskiej kolei pasażerskiej uważa za trudne do przewidzenia. – Nie można wykluczyć, że nawet jeśli przepisy pozostaną bez zmian lub ten krok w tył nie będzie aż tak duży, to pojawią się zakusy, żeby tak zinterpretować prawo, by „wyszło na nasze”. Co bowiem jeśli np. dana spółka jest z województwa X (i tam spełnia kryteria podmiotu wewnętrznego), ale wykonuje znaczącą pracę eksploatacyjną w sąsiednim województwie Y, jak np. Koleje Śląskie na trasie do Krakowa czy Koleje Dolnośląskie na trasie do Zielonej Góry? – pyta ekspert. Nowi gracze na rynku z jednej strony mogą zaoferować niższe koszty, z drugiej jednak pojawia się ryzyko nierzetelnej realizacji usług. Aby je zminimalizować, warto zapewnić przejmowanie połączeń w sposób powolny i ewolucyjny (w tempie 1-2 linii rocznie).
Z perspektywy pasażera należy – jak przekonuje Rydzyński – dążyć do tego, by podróżny w ogóle nie musiał się zastanawiać, jaki przewoźnik obsługuje pociąg, którym jedzie. – Kluczowa jest tu rola organizatora, który powinien dbać o ujednolicenie standardów oraz konsekwentnie je egzekwować. Dotyczy to także kwestii takich jak skomunikowania, szczególnie między pociągami różnych przewoźników. Właśnie taki poziom standardów pasażer powinien otrzymywać w ramach przewozów PSC – podkreśla ekspert.
Co z nowymi spółkami wojewódzkimi?
Zmianą uchylającą furtkę do rezygnacji z przetargów mogą być szczególnie zainteresowani ci marszałkowie, które przygotowują się do powołania własnych przewoźników kolejowych. 8 grudnia ubiegłego roku samorząd województwa lubuskiego założył
spółkę Lubuski Transport Publiczny, mającą od 2027 r. wykonywać przewozy kolejowe i autobusowe. – Minister Infrastruktury walczy o to, aby samorządy mogły swoim spółkom powierzać realizację przewozów bez przetargu. Czy UE się na to zgodzi – zobaczymy. Jeśli nie, to chcemy być gotowi do wystartowania w takim przetargu –
mówił nam wówczas w wywiadzie lubuski marszałek Sebastian Ciemnoczołowski.
Powołanie własnych przewoźników – tym razem już czysto kolejowych – rozważali w ubiegłym roku przedstawiciele Urzędów Marszałkowskich:
lubelskiego i
zachodniopomorskiego. Samorządy te nie podjęły jednak, jak dotąd, żadnych konkretnych decyzji w tej sprawie. Oprócz tego
przewoźnikiem samorządowym może wkrótce stać się PKP SKM Trójmiasto, w której samorząd wojewódzki od dawna chce
przejąć udziały należące obecnie do PKP SA.
Z powoływaniem nowych spółek przewozowych wiążą się obecnie także inne rodzaje ryzyka.
Szerzej pisaliśmy o nich tutaj.