Partnerzy serwisu:
Zintegrowany transport

Po piątkowej awarii pociągu KŚ: Pasażerowie wożeni po lesie busami

Dalej Wstecz
Data publikacji:
22-10-2014
Tagi geolokalizacji:
Źródło:
Rynek Kolejowy

Podziel się ze znajomymi:

Nieprzyjemny przebieg dla pasażerów miała piątkowa awaria pociągu Kolei Śląskich w Bronowie. Pasażerowie na zastępcze autobusy czekali dwie i pół godziny. Potem drogę zgubili ich kierowcy. –  Działania były chaotyczne. Koleje Śląskie woziły nas w nocy po lesie – skarżą się. Przewoźnik przeprasza.

W piątek, 17 października poc. osobowy nr 49326 relacji Wisła Głębce 19:42 – Gliwice 23:30 uległ defektowi w ok. posterunku odgałęźnego Bronów między Chybiem Mnich a Zabrzegiem Czarnolesie ok. godz. 21.00. Jak zaalarmowali nasi Czytelnicy podróżujący tym pociągiem, choć awarie się zdarzają, to zachowanie przewoźnika wobec pasażerów było bardzo zniechęcające.

Jak relacjonuje Robert Kotowski, po pasażerów uwięzionych pośród ciemnego lasu w ciemnym pociągu i w miejscu gdzie w zasadzie nie było zasięgu telefonów komórkowych dopiero po godz. 23.30 zajechały busy jako zastępcza komunikacja sprowadzone aż z Wisły – mimo że niedaleko, w Czechowicach jest lokomotywownia, a w Bielsku składy Kolei Śląskich).

W czasie ewakuacji pasażerów ze zdefektowanej zmodernizowanej jednostki ezt EN57-892 podjechał inny ezt KŚ aby zdefektowaną jednostkę odholować a pasażerowie ok. 200 m po torowisku musieli dojść pod Podg Bronów, gdzie czekały busy. To nie był koniec kłopotów – kierowcy mylili trasę (nie umieli dojechać do Bronowa). Pasażerowie byli rozgoryczeni, że zamiast prosto z pasażerami jechać do Pszczyny, kierowcy zaczęli kluczyć i zajeżdzać na kolejne przystanki, m.in. do Zabrzega. „Na pokładzie wywiązała się awantura, ktoś informował policję przez telefon o zdarzeniu” – relacjonuje Robert Kotowski.

– Po godz. 00:30 pasażerowie wściekli dotarli do stacji Pszczyna, gdzie trzymany był pociąg KŚ do Katowic. Pasażerowie dotarli ok. 1.30 w nocy do Katowic (po ponad 3 godz. od planowego przyjazdu do st. Katowice o 22.11). Wielu nie zdążyło na inne skomunikowania. KŚ nie zapewniła ani wody ani kanapek, działania były opieszałe i pozbawione jakiegokolwiek planu – wylicza Robert Kotowski.

Zarządzanie kryzysowe nie może się zepsuć

Podobne odczucia miał jego współpasażer Bartłomiej Cisowski. – Pociąg może się zepsuć – takie jego prawo jako urządzenia, ale zarządzanie kryzysowe nie może się zepsuć, nie może nie działać, gdy pojawi się sytuacja nadzwyczajna, niestandardowa – zauważa w liście, który publikujemy poniżej:

Każda spółka przewozowa ma swoje procedury, jak działać w sytuacjach nadzwyczajnych, a sytuacja, gdy psuje się skład w szczerym polu czy w ciemnym lesie, jak  w zaistniałej sytuacji jest właśnie taką sytuacją. Teraz mogę postawić pytanie, co działa nie tak w zarządzaniu kryzysowym Kolei Śląskich, że u celu podróży jestem 3 godziny później? Sytuacja wcale nie taka skomplikowana do rozwiązania: przed p. odg. Broniów w piątek 17.10.2014 ok. godz. 20.50 psuje się jednostka elektryczna serii EN57 świeżo po modernizacji przeprowadzonej przez firmę Newag. Pociąg jechał w relacji Wisła Głębce-Gliwice jako ostatni pociąg z Wisły w kierunku stolicy województwa śląskiego. W pociągu kilkanaście osób, w tym jadące dalej na przesiadki w kierunku Warszawy czy Gdańska. W dodatku jest w miarę ciepła jesień, nie ma wichury czy nawałnicy śnieżnej…

Pociąg po obowiązkowym opuszczeniu pantografów, które występuje w tym miejscu nie chce z powrotem „zaskoczyć”… Zatrzymujemy się, zaczyna się zmaganie obsługi pociągu z awarią. Po kilku próbach reanimacji, które zajmują ok. godziny nie udaje się nic zrobić, w międzyczasie zapadają ciemności – nie działa nawet oświetlenie awaryjne, stoimy w ciemnym lesie, choć do oświetlenia posterunku brakuje kilkunastu metrów. Jednak miejsce zatrzymania jest celowo wybrane przez maszynistę – dzięki temu nie blokujemy całego posterunku i np. ostatni poc. do Wisły mija nas i kontynuuje jazdę ze zmianą kierunku w Chybiu.

Atmosfera w pociągu jest spokojna, podróżni to przeważnie ludzie młodzi, większość jakoś wybitnie się nie spieszy do domów, poza tymi co jadą na przesiadkę…  Kolejarze pytają się, czy dobrze się czujemy, czy wszystko w porządku. Na to zapytanie, ktoś odpowiada, że brak zasięgu… Faktycznie zasięg telefoniczny bardzo słaby i to nie ze wszystkich sieci, internet bezprzewodowy nie działa. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy gdyby na pokładzie pociągu był automat Warsu z jedzeniem i piciem (znajdują się w kilku zmodernizowanych jednostkach podobnych do naszej, więc słuszne są te rozważania – akurat w tej jednostce automatu niebyło) czy pracownicy mogliby nam coś z niego wydać bezpłatnie w ramach wsparcia podróżnych podczas awarii… Doszliśmy zgodnie do wniosku, że nie, gdyż to inna spółka obsługuje automaty i nie ma zapewne takiego porozumienia i nawet trudno sobie w polskich realiach takie porozumienie wyobrazić, bo w takich kwestiach powszechnie panuje „niedasizm”…

Najgorsze jednak jest przed nami. Otrzymujemy informację (po 1,5 h od zatrzymania!), że jedzie pociąg zastępczy i nas zabierze, po ok. 20 min. pociąg zamienia się na autobus jadący z Wisły, a ostatecznie pod nastawnią meldują się dwa małe busy, które przyjechały bodajże z Cieszyna i miały problem z trafieniem w to miejsce… Kolejne cenne minuty uciekają, atmosfera już nie jest taka spokojna. Po ponad dwóch godzinach od zatrzymania kolejarze dają nam komunikat, że będziemy wychodzić z pociągu i torami podejdziemy pod nastawnię, gdzie oczekują busy. Pomagają w opuszczeniu pociągu i legalnie poruszamy się po torach przy p. odg. Broniów. Sytuacja jest dość niebezpieczna, bo do posterunku od strony Czechowic-Dziedzic zbliżył się pociąg, który przyjechał po naszą zdefektowaną jednostkę – przyjechał poczciwy EZT serii EN57 dzierżawiony przez Koleje Śląskie od Przewozów Regionalnych – jak się dowiedzieliśmy pociąg przyjechał z Bielska-Białej.

I tu zaczyna się najciekawsza część całego zdarzenia. Jak się później dowiedzieliśmy w Pszczynie od kierownika ostatniego w dobie pociągu Bielsko-Biała – Katowice, który na nas tam czekał – obydwa pociągi minęły Pszczynę i pojechały w kierunku Katowic. I zamiast nas przesadzić do sprawnej jednostki i przewieźć nas do Pszczyny – skoro już zapadła taka decyzja, że zastępcza komunikacja zawiezie nas do tej stacji, gdzie będzie czekał pociąg w kierunku Katowic – to pakuje nas się do małych busików z niemiłymi jak się okazało kierowcami i wozi się po okolicznych lasach przez 45 minut… Zajmuje to tyle czasu, bo kierowcy nie znają drogi, a w dodatku kierownik pociągu zmienia w czasie jazdy decyzję z bezpośredniej jazdy do Pszczyna na wjazd do stacji Zabrzeg, gdzie oczywiście nikt nie czeka na opóźniony pociąg. Należało się logicznie zastanowić, kto o rozsądnych zmysłach czekałby 3 godziny na pociąg widmo na małej i nieprzyjemnej stacyjne prawie w środku nocy… Lepiej jednak było zwiększać opóźnienie nasze i czekających na nas pociągów tym niepotrzebnym wjazdem do Zabrzegu. Dodam że w Katowicach zwiększa się opóźnienie ostatniego pociągu do Gliwic, który także na nas będzie oczekiwał. Nie rozumiem takiego toku rozumowania i procedur podejmowania decyzji.

Ostatecznie po bardzo nerwowej jeździe busikami, podczas której zwiedziliśmy wszystkie możliwe zakątki okolic Zabrzegu dotarliśmy do Pszczyny. Dodatkowo drugi busik z kierownikiem pociągu pojechał przez Czechowice-Dziedzice wzmagając opóźnienie, chociaż zdefektowany pociąg w swojej relacji nie jedzie przez tą stację…

Przedstawiciele Kolei Śląskich jeśli cokolwiek w tej sprawie powiedzą, to będą to zapewne piękne słówka o skomplikowanych procedurach wysłania pociągu zastępczego (a jednak pociąg do holowania przyjechał, więc jednak da się…), o kosztach pociągu zastępczego (a co nas podróżnych podatników województwa śląskiego interesuje takie tłumaczenie – z naszych płaconych podatków mają być pieniądze na szybkie i sprawne rozwiązywanie takich sytuacji kryzysowych!) albo o tysiącach innych problemów, o których my wredni i czepiający-się-o-nie-wiadomo-co pasażerowie nic nie wiemy…

Jedno jest pewne – tak nie może działać zarządzanie kryzysowe w żadnej firmie, nie tylko przewozowej… Czy kiedy mamy awarię z fabryce lub elektrowni, to ważne decyzje zapadają po godzinie lub dwóch? To jest niedopuszczalne, by decyzje o wysyłaniu komunikacji zastępczej były podejmowane tak wolno, a sama organizacja komunikacji zastępczej to droga przez mękę.

Piszący te słowa jest częstym użytkownikiem pociągów, zna problemy trapiące polską kolej i nie pisze tych słów tylko po to, by „wieszać psy” na biednych i zagubionych pracownikach Kolei Śląskich, a w wierze, że w końcu te procedury zostaną usprawnione, a przewoźnicy w sytuacjach kryzysowych będą bardziej dbać o dobro pasażerów, o ich jak najszybsze dowiezienie do celu, a nie będą patrzeć na koszty albo zasłaniać się nielogicznymi procedurami, czy po prostu wykazywać się niekompetencją i brakiem logicznego myślenia. A tak można nazwać decyzję o przewożeniu nas busikami zamiast pociągiem-holownikiem lub decyzję o zajeżdżaniu na stację Zabrzeg zamiast jazdy bezpośredniej do Pszczyny.

Ostatecznie jak już pisałem, do celu podróży przybyłem 3 godziny później niż wynikało z rozkładu jazdy, mając dużo dodatkowego czasu, by z współpasażerami dyskutować, nad tym, co jest do zmiany na kolei od zaraz – wniosek główny: brak kompetentnych ludzi na odpowiednich stanowiskach i brak konsekwencji za podejmowanie błędnych decyzji, nie służących interesom pasażerów. Wydaje się, że interes polityków i prezesów spółek jest ważniejszy od interesu obywateli, ale to w Polsce nie jest żadną nowością…

Przewoźnik przeprasza

Listy Czytelników otrzymaliśmy już w sobotę, jednak z publikacją artykułu czekaliśmy na stanowisko Kolei Śląskich. Otrzymaliśmy je wczoraj:

Zdarzenie opisywane przez Czytelniczków zostało przez nas szczegółowo przeanalizowane. Około godziny 21:10 doszło do usterki związanej z brakiem prawidłowej pracy pantografu. Maszynista pociągu natychmiast podjął próbę usunięcia usterki, jednocześnie zawiadamiając dyspozyturę o awarii. Po nieudanych próbach uruchomienia pociągu kierownik składu zgłosił dyspozyturze około godziny 21:50 ostatecznie jego defekt. Bezzwłocznie zgłosił potrzebę uruchomienia zastępczej komunikacji. W gestii dyspozytury było podjęcie decyzji odnośnie najbardziej optymalnego zorganizowania dalszej podróży pasażerów. Dwie minuty po zgłoszeniu defektu dyspozytor podjął decyzję o zorganizowaniu zastępczej komunikacji autobusowej. Warto nadmienić, że podróżni byli na bieżąco informowani o wszystkich decyzjach dyspozytury. Utrudnieniem w sprawnym zorganizowaniu ZKA był fakt, że pociąg uległ defektowi w miejscu uniemożliwiającym autobusom bezpośredni podjazd do miejsca zdarzenia. Pasażerowie wraz z kierownikiem pociągu bezpiecznie dotarli do miejsca, gdzie mogły dojechać autobusy. Pasażerowie odjechali autobusami do stacji Pszczyna po około dwóch godzinach od zdarzenia. Ze stacji Pszczyna kontynuowali dalej podróż pociągiem relacji Bielsko Biała - Katowice.

Niestety wydłużenie się czasu podróży pasażerów wynikało ze słabej orientacji i znajomością drogi przez kierowców firmy przewozowej. Spółka Koleje Śląskie dopełniła wszelkich procedur związanych ze zdarzeniem: zapewniła pasażerom bezpieczeństwo oraz  pełną i bieżącą informację.

Oczywiście nie chcemy unikać odpowiedzialności, ponieważ mamy świadomość, że to Koleje Śląskie odpowiadają za sprawne zorganizowanie ZKA. Przepraszamy podróżnych za niedogodności. Będziemy jeszcze przyglądać się sprawie i rozważać wyciągnięcie konsekwencji wobec firmy przewozowej, która w naszej opinii mogła się lepiej wywiązać ze swoich obowiązków.

Zapewniamy, że reklamacje pasażerów zostaną rozpatrzone.

Michał Wawrzaszek, rzecznik prasowy Kolei Śląskich
 

Tagi geolokalizacji:

Podziel się z innymi:

Zobacz również:

Łódź. Nowe tramwaje kosztem używanych? MPK może zmienić podejście

Zintegrowany transport

Łódź. Prace torowe na węźle przy Placu Niepodległości

Zintegrowany transport

Łódź. Jest decyzja, MPK otrzyma 15 nowych Moderusów Gamma

Zintegrowany transport

Łódź: MPK przeniesie muzeum do zajezdni Chocianowice?

Zintegrowany transport

Łódź. Nowe tramwaje kosztem używanych? MPK może zmienić podejście

Zintegrowany transport

Zobacz również:

Łódź. Nowe tramwaje kosztem używanych? MPK może zmienić podejście

Zintegrowany transport

Łódź. Prace torowe na węźle przy Placu Niepodległości

Zintegrowany transport

Łódź. Jest decyzja, MPK otrzyma 15 nowych Moderusów Gamma

Zintegrowany transport

Łódź: MPK przeniesie muzeum do zajezdni Chocianowice?

Zintegrowany transport

Łódź. Nowe tramwaje kosztem używanych? MPK może zmienić podejście

Zintegrowany transport

Kongresy
SZKOLENIE ON-LINE
Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.
Współpraca:
Rynek Lotniczy
Rynek Infrastruktury
TOR Konferencje
ZDG TOR
ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by BM5
Zamknij