W Karpaczu narasta problem związany z przewozami pasażerskimi. Lokalni taksówkarze protestują przeciwko komunikacji autobusowej uruchamianej przez jednego z przedsiębiorców. Konflikt się zaostrza, a przewoźnik stracił dwa swoje autobusy w tajemniczym lipcowym pożarze.
Od kilku dni lokalne oraz ogólnopolskie media donoszą o narastającym sporze jaki ma miejsce w Karpaczu. Tamtejsi taksówkarze coraz głośniej protestują przeciwko komunikacji autobusowej uruchamianej przez lokalnego przedsiębiorcę, Tadeusza Kalupę.
Napisała o tym dzisiejsza Gazeta Wyborcza. Autobusy jeżdżą gdzie chcą?Obie strony (taksówkarze oraz przewoźnik autobusowy), mają swoje argumenty dotyczące możliwości i legalności przewozów w Karpaczu. Taksówkarze protestują przeciwko, ich zdaniem, nielegalnym przewozom autobusowym. Jak zauważa Gazeta Wyborcza, istniejącą w Karpaczu komunikację autobusową trudno jest nazywać komunikacją miejską, ponieważ jest uruchamiana przez Tadeusza Kalupę na własne ryzyko, a miasto do niej nie dopłaca. Zdaniem właścicieli taksówek, autobusy z firmy Tadeusza Kalupy “stają gdzie chcą” i nie trzymają się założonego rozkładu jazdy, a ponadto podjeżdżają tylko pod hotele, gdzie formalnie nie ma przystanków.
Przedsiębiorca odpiera te zarzuty:
“Ja nikomu klientów nie wyrywam. Nie chodzą po ludziach i nie mówią, że mają nie jeździć taksówką. Niech klienci sami wybierają” – podkreśla Kalupa, cytowany przez Gazetę Wyborczą.
W artykule Wyborczej zostały także zamieszczone wypowiedzi lokalnych przedsiębiorców, którzy cieszą się z istnienia, tańszej niż taksówki, alternatywy.
40 złotych za trzy kilometryTutaj dochodzimy do sedna sprawy. Taksówkarze tracą klientów z powodu tańszych przewozów autobusowych, które są bardziej konkurencyjne niż drogie kursy taksówek. W artykule Gazety Wyborczej pojawią się ogromne kwoty, jakie pasażerowie płacą za przewozy taksówkami. Przykładowo w zeszłym roku 3-kilometrowa podróż kosztowała aż 40 złotych, natomiast podróż autobusem na podobnym dystansie kosztuje 5 złotych.
Płonące autobusy symbolem konfliktuTo właśnie dlatego kierowcy protestują przeciwko komunikacji autobusowej, a ich działania objęły już nawet petycję do radnych miejskich, a także do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Sytuacja jest napięta, a Tadeuszowi Kalupie w tajemniczych okolicznościach spłonęły w lipcu dwa autobusy. Jak do tej pory śledztwo trwa, a Gazeta Wyborcza podaje, że zniszczenia oszacowano na 700 tysięcy złotych.
Całą sytuację wymownie podsumował sam poszkodowany.
“Niestety niekiedy zachowanie tych osób to działalność niemal mafijna. Podejrzewam na 99 proc., że za podpaleniem stoją osoby związane z pseudotaksówkami w Karpaczu” – podkreśla Tadeusz Kalupa w artykule Gazety Wyborczej.
Wolny rynek zweryfikujeNa razie nie wiadomo jak zakończy się lokalne starcie, ani czy któraś ze stron pójdzie na ustępstwa. Właściciel firmy autobusowej liczy, że sytuacje zweryfikuje wolny rynek, a klienci wybiorą tańszą opcję, w tym przypadku autobusy jego firmy.