Po kilku latach budowy, w marcu 2015 roku, pod nowy dworzec w holenderskim Delft wjechały pociągi. Mieszkańcom krainy wiatraków udało się wkomponować nowy obiekt w okoliczną zabudowę, stworzyć miejsce przyjazne podróżnym ze zintegrowanym węzłem przesiadkowym i schować tory pod ziemią, tym samym otwierając tereny pokolejowe dla nowych inwestycji miastotwórczych. Rzecz w Polsce rzadko spotykana.
Dworzec robi imponujące wrażenie. Zaraz po wyjeździe ruchomymi schodami z podziemnego peronu oczy przykuwa niezwykły sufit, na którym poprzecznie na listwach wymalowano mapę starego Delft, tworząc złudzenie trójwymiarowości. Łagodne łuki, stonowane oświetlenie i piękne mozaiki robią bardzo dobre wrażenie. W budynku zlokalizowano potężny parking rowerowy, są też sklepy, które jednak nie zdominowały w żaden sposób przestrzeni. Znakomity system informacji pasażerskiej i automaty biletowe, to standard nie tylko na dworcu w Delft, ale w każdym większym miejscu oczekiwania pasażera w Holandii. Inwestor, chcąc przypomnieć, że Delft to przede wszystkim miasto kultury i sztuki (to tu żył i tworzył Jan Vermeer, znakomity XVII-wieczny malarz), udostępnił dla wszystkich pianino, na którym zagrać może dla innych współpasażerów każdy chętny.