– Aktualnie rynek polski jest bardzo duży, ale za kilka lat zarówno środki unijne, jak i budżetowe na infrastrukturę zmaleją, a większe finansowanie pojawi się w innych krajach. Warto się do tego przygotować i my to obecnie robimy – mówi Wiesław Nowak, prezes zarządu ZUE S.A.
Łukasz Malinowski, Rynek Kolejowy: Jaki był rok 2025 dla ZUE? Jak zapowiadają się najbliższe lata na krajowym rynku?
Wiesław Nowak, prezes zarządu ZUE S.A.: Rok 2025, mimo mniejszych niż zakładane przerobów, był dla Grupy ZUE udany. Wygenerowaliśmy 11,2 mln zł zysku netto przy przychodach 946 mln zł. Znacznie poprawiliśmy marżę brutto, osiągając poziom 6,4%. Dla nas też ważnym aspektem w 2025 r. była budowa portfela zamówień na kolejne lata i rosnący z roku na rok udział przychodów z rynków zagranicznych generowanych przez nasze spółki córki działające na rynku rumuńskim i niemieckim. W 2025 roku wyniósł on 16% w stosunku do przychodów ZUE S.A.
Mamy obecnie spory portfel zamówień – ok. 3,6 mld zł. Do tego złożyliśmy najlepsze oferty w przetargach na łącznie ok. 1,8 mld zł. W tym są również zamówienia w Niemczech i w Rumunii. Systematycznie zwiększamy zakres działalności, ale również jej obszar – o nowe rynki geograficzne. Na krajowym rynku, po latach zmniejszonej podaży, od zeszłego roku, głównie na rynku kolejowym mamy zwiększoną liczbę nowych inwestycji. Wykorzystujemy ten czas z dobrym skutkiem, zwiększając nasz portfel i zapewniając sobie pracę na kolejne lata.
Dlaczego zdecydowaliście się na ekspansję na rynki zagraniczne? Dlaczego teraz?
Obecnie głównie rozwijamy się na rynku rumuńskim, gdzie jesteśmy obecni od 2022 roku i na rynku niemieckim, na którym rozpoczęliśmy działalność w drugiej połowie 2025 roku. W Niemczech posiadamy dopuszczenia w zakresie robót trakcyjnych, a obecnie jesteśmy w trakcie rozszerzania uprawnień na roboty torowe.
Nie ograniczamy się tylko do tych dwóch krajów. W zeszłym roku składaliśmy np. oferty na inwestycje tramwajowe na rynku słowackim, niestety dwukrotnie w przetargu, gdzie mieliśmy najkorzystniejszą cenę, Zamawiający… unieważnił postępowanie. Analizujemy różne możliwości rozwoju, tym niemniej w tym momencie te dwa kraje są dla nas najistotniejsze.
Aktualnie rynek polski jest bardzo duży, ale za kilka lat zarówno środki unijne, jak i budżetowe na infrastrukturę zmaleją, a większe finansowanie pojawi się w innych krajach. Warto się do tego przygotować i my to obecnie robimy.
Jak Polska wspomaga firmy starające się wyjść poza krajowy rynek? Jakiego rodzaju wsparcia potrzebują polscy producenci?
Do skutecznej ekspansji polskich firm za granicą potrzebują one poziomu wsparcia, jakiego inne państwa udzielają swoim rodzimym firmom, np. we Francji, Niemczech czy w USA. Potrzebna jest efektywna dyplomacja gospodarcza, której w Polsce jest za mało.
Potrzebna jest świadomość, że wszystkie podmioty, które mogą uczestniczyć w ekspansji zagranicznej – firmy plus otoczenie publiczne, organizacje branżowe – są w jednej drużynie. Wspólny cel, jakim jest skuteczne zdobywanie rynków zagranicznych, to platforma do odbicia się całej gospodarki. Długoterminowo przekłada się to na wyższe wpływy podatkowe, wyższą kulturę organizacyjną biznesu, efekty wizerunkowe dla kraju, ale również lepsze miejsca pracy, wzrost inwestycji czy lepszą ochronę środowiska.
Wśród czynników, które mogłyby znacznie pomóc firmom, można wymienić środki finansowe na rozwój na dobrych warunkach, skuteczne ulgi podatkowe dla firm, które mocno inwestują w rozwój, czy dostęp do innych instrumentów finansowych, jak gwarancje czy poręczenia. Mile widziane jest też wsparcie przy analizach rynkowych, pomoc przy certyfikacjach i dopuszczeniach, ale też pomoc prawna. Istnieje szeroki zakres możliwych instrumentów, które mogą okazać się pomocne. Nasza grupa jak dotąd nie korzystała z pomocy państwa, o której mówię, więc trudno mi ocenić jej efektywność. Tym niemniej widzimy coraz większą aktywność PAIH, ARP i BGK w kontaktach z przedsiębiorcami. Osobiście uważam, że działania te idą w dobrym kierunku. Na przykład fundusz Ekspansji Zagranicznej zarządzany przez PFR TFI oferuje współfinansowanie inwestycji zagranicznych polskich firm poprzez kapitał lub pożyczki podporządkowane. Fundusz ma ułatwiać przejęcia lub budowę nowych zakładów w UE. Kolejnym elementem są gwarancje i finansowanie z Banku Gospodarstwa Krajowego dla podmiotów prowadzących działalność na terenie UE.
Wróćmy zatem do kraju. Termin „local content”, czy, szerzej, kwestia wsparcia państwa dla krajowych przedsiębiorców wszedł przebojem do dyskusji na najwyższym rządowym poziomie. To dobrze?
Tematem „local content” zajmujemy się w Polsce zdecydowanie za późno. Nasz rynek jest powiązany ze środkami unijnymi od ponad 20 lat. Jest to już rynek dojrzały i ukształtowany. W tym okresie potrafiliśmy skutecznie wykorzystać te środki, aby zbudować imponującą infrastrukturę drogową i kolejową, ale niestety nie wykorzystaliśmy ich, aby zbudować polski kapitał. W przeciwieństwie do innych państw unijnych (np. Hiszpanii, Portugalii, Niemiec czy Austrii) nie wykorzystaliśmy tej szansy. Wymogi przetargowe stawiane przez Zamawiających w dużych przetargach infrastrukturalnych były dla większości polskich podmiotów zbyt wysokie, aby im sprostały samodzielnie. Paradoksalnie, po rozstrzygnięciu przetargów w większości to firmy polskie realizowały te zadania, ale jako podwykonawcy większych firm z kapitałem zagranicznym, które mogły sprostać wymaganiom finansowym i referencyjnym stawianym w postępowaniach przetargowych. W wielu przypadkach zostały one później przejęte lub wykupione przez kapitał zachodni.
Obecnie Polska dysponuje ogromnymi pieniędzmi na inwestycje, więc mamy drugą szansę i wykorzystajmy ją nie tylko na budowanie infrastruktury, ale również polskiego, rodzimego kapitału. Chodzi o to, aby podobnie jak inne państwa Unii Europejskiej, w sposób rozsądny i zgodny z prawem wspierać rozwój własnego rynku. Być może powinniśmy się uważniej przyjrzeć doświadczeniom i praktykom sąsiadów i wyciągnąć z nich wnioski dla siebie.
Jak jednak pogodzić ochronę lokalnego rynku z przepisami Unii Europejskiej?
Rynek UE w zakresie zamówień publicznych moim zdaniem powinien być ograniczony dla podmiotów spoza UE do niezbędnego minimum. Środki europejskie, których na inwestycje jest przeznaczanych naprawdę dużo, powinny wzmacniać rynek wewnętrzny Unii, a nie zasilać gospodarki spoza wspólnoty, które nie dokładają się do wspólnej kasy.
Natomiast wewnątrz UE – firmy unijne powinny mieć do nich równy dostęp, niezależnie od tego, w którym państwie realizowany jest projekt i z którego państwa unijnego jest firma. Nie chodzi o to, aby w Polsce preferować rdzennie polskie firmy w przetargach publicznych, ale o to, aby zgodnie z prawem unijnym tak przygotowywać postępowania przetargowe, by krajowe firmy mogły na równych zasadach konkurować z podmiotami zagranicznymi i skutecznie zdobywać kontrakty. Funkcjonujemy na wspólnym rynku i korzystamy ze wspólnych pieniędzy, więc zadbajmy o to, aby polskie firmy mogły na polskim rynku zamówień publicznych na równych zasadach konkurować z podmiotami z kapitałem zagranicznym. W minionych latach niestety Zamawiający publiczni nie zawsze to rozumieli i chcąc maksymalnie zabezpieczyć swój interes, stawiali warunki przetargowe i finansowe na poziomie, którego polskie firmy nie były w stanie spełnić samodzielnie.
Wiele państw członkowskich potrafi skutecznie wspierać swoje lokalne rynki – i robi to w sposób zgodny z prawem unijnym. To powinien być przykład dla Polski. Powinniśmy się uważniej przyjrzeć rozwiązaniom stosowanym przez sąsiadów i wyciągnąć z nich wnioski dla siebie.
Na przykład kwestia dopuszczania sprzętu i maszyn kolejowych w Niemczech. Teoretycznie wszystkie nasze maszyny są zarejestrowane w unijnych rejestrach, dopuszczone do pracy w Polsce i spełniają europejskie normy, więc powinny bez przeszkód pracować także w Niemczech. W praktyce jednak proces dopuszczenia bywa skomplikowany i wymaga spełnienia dodatkowych warunków. W pełni i bezproblemowo kryteria te spełniają oczywiście maszyny produkowane lokalnie w Niemczech. W Polsce natomiast sprzęt firm unijnych funkcjonuje na rynku stosunkowo swobodnie. Może warto zastanowić się nad większą równowagą w tym zakresie – nie w duchu pretensji czy protekcjonizmu, lecz w duchu symetrii. Podobnych przykładów można by wymienić znacznie więcej.
Dbajmy o rozwój swojego rynku tak, jak to robią inni.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.