Sobotnia awaria Pendolino po raz kolejny każe postawić pytanie o sens zakazu sprzedaży biletów 650 zł na pokładzie pociągów EIP. W takich sytuacjach jak ta sobotnia, władze PKP IC mogły mieć do wyboru albo narazić się na skrajną irytację pasażerów, albo… złamać własne przepisy – pisze Paweł Rydzyński, dziennikarz „RK”.
Awaria Pendolino, do której doszło w sobotę rano tuż po starcie pociągu z Krakowa, spowodowała oczekiwanie ok. 100 min na przygotowanie w bazie w Prokocimiu i podesłanie do stacji Kraków Batowice rezerwowego składu. Zdefektowany skład miał planowy odjazd z Krakowa o godz. 6.05, a de facto odjechał niedługo przez kolejnym planowym Pendolino (8.03 z Krakowa Gł.) . Pomiędzy nimi jedzie „zwykły” EIC Krakus (7.01), ale akurat w ostatnią sobotę nie kursował, więc nawet teoretycznie nie było możliwości, by zabrał pasażerów zdefektowanego Pendolino. Ale oczami wyobraźni przeanalizujmy następującą sytuację…
Defekt Pendolino ma miejsce z dala od stacji postojowej – np. w Iławie czy Malborku. Nie ma szans na szybkie podstawienie rezerwowego składu, natomiast godzinę później jedzie następny Pendolino (jak zapowiadają władze PKP IC, już niedługo, po wprowadzeniu do ruchu wszystkich składów ED250, wdrożony zostanie pełny rozkład Pendolino, zakładający kursowanie 11 pociągów EIP dziennie z Warszawy do Krakowa i 10 do Trójmiasta). Ale liczba pasażerów obu pociągów – tego zdefektowanego i tego jadącego godzinę po nim – przekracza 402 osoby, czyli łączną liczbę miejsc siedzących w 1 pociągu… Pytanie, jak w takiej sytuacji zachowa się PKP IC. Do wyboru będzie: albo zakazać podróżnym przesiadki (w wyniku czego najpierw pasażerowie rozszarpią załogę pokładową, a później media rozszarpią władze IC), albo… złamać wprowadzone na własne życzenie przepisy, zgodnie z którymi w pociągach ED 250 nie można przewozić osób na stojąco. I jedna, i druga sytuacja będzie, delikatnie mówiąc, niekorzystna wizerunkowo dla PKP IC.
Impet rządu w sprawie wpłynięcia na Intercity, by zmieniło decyzję o karaniu osób chcących kupić bilet na pokładzie Pendolino, wyraźnie osłabł. Także UOKiK uznał, że sprawa nie leży w jego gestii, bo nie sytuacja ta nie nosi znamion monopolistycznych. Ale to nie zmienia faktu, że ta decyzja powinna zostać zmieniona – zwłaszcza, że na razie frekwencja, sięgająca średnio ok. 45% w jednym pociągu (licząc przecież świąteczny szczyt przewozowy), nie wskazuje, by zjawisko przepełnienia Pendolino w wyniku ewentualnej sprzedaży miejsc na pokładzie w ogóle wystąpiło.