Miasto będzie musiało zapłacić PKP PLK nawet milion złotych za zamknięcie toru kolejowego. Bo Zarząd Dróg Miejskich nie zdążył z przetargiem na budowę wiaduktu na poznańskich Zawadach.
PKP Polskie Linie Kolejowe realizują obecnie potężną inwestycję, jaką jest modernizacja poznańskiego węzła kolejowego. Główne prace toczą się dziś pomiędzy stacją Poznań Wschód i Poznań Garbary oraz przy wjeździe na dworzec główny. Całkowicie wymieniane są tory, trakcja elektryczna, rozjazdy. Jeden tor jest zamknięty, pociągi jeżdżą po drugim. Od 15 maja do 15 sierpnia będzie zmiana - pociągi wjadą na już zmodernizowany tor, a ten do remontu zostanie zamknięty.
Inwestycja odbija się na pasażerach, bo przez tak wąskie gardło może przejechać mniej pociągów. A trasa jest oblegana, bo przecież to kierunek na Warszawę, Bydgoszcz i Wągrowiec. W związku z pracami trzeba było więc zawiesić kursowanie 16 pociągów, część z nich jeździ zaś drogą okrężną przez Franowo, a kilka dojeżdża tylko do Poznania Wschodniego.
Mieli budować razem
Wszystko miało wrócić do normy we wrześniu, bo wtedy mają zakończyć się prace na tym odcinku. Ale nic z tego, w październiku na półtora miesiąca znów trzeba będzie zamknąć jeden tor. Dlaczego? Równolegle z robotami kolei Zarząd Dróg Miejskich miał budować wiadukt kolejowy, pod którym będzie przebiegać dalsza część ul. Hlonda (Nowe Zawady), by połączyć się z ul. Podwale. Jedno przęsło wiaduktu miało stanąć teraz, gdy zamknięty jest tor nr 2. Drugie powstanie po 15 maja, gdy zamknięty będzie tor nr 1. Ale ZDM wciąż nie wyłonił wykonawcy inwestycji i nie rozpoczął prac. - Tak więc żeby dokończyć stawianie wiaduktu, trzeba będzie w październiku zamknąć ponownie tor nr 2 - wyjaśnia Arnold Bresch, kierownik kontraktu modernizacji węzła. - A przecież można było robić to równolegle i uniknąć problemów oraz dodatkowych kosztów - dodaje Grzegorz Siewiera, zastępca naczelnego dyrektora poznańskiego oddziału PLK.
Chcieli, ale nie zdążyli
Jeszcze w styczniu drogowcy planowali rozpocząć budowę wiaduktu w marcu, żeby uniknąć w przyszłości zamykania jednego toru. Ale nie zdążyli. Dopiero dziś zostanie ogłoszony przetarg na budowę wiaduktu. Jeśli obędzie się bez protestów, zwycięzca będzie mógł zacząć prace dopiero w połowie maja. - Byłem optymistą i liczyłem, że zdążymy zacząć prace przy obecnym zamknięciu jednego toru - mówi Kazimierz Skałecki, wicedyrektor ZDM do spraw inwestycji. - Nie udało się - przyznaje. Dlaczego? Na Zawadach sporo się będzie w najbliższym czasie działo. Ruszy budowa nie tylko przedłużenia Nowych Zawad, ale i potężnego prawobrzeżnego kolektora ściekowego, a także trasy tramwajowej na Zawady. Na oba projekty udało się zdobyć kilkadziesiąt milionów złotych unijnych dotacji. - Te wszystkie inwestycje trzeba pouzgadniać. Zwłaszcza na etapie decyzji środowiskowych, które są niestety długotrwałe. Niestety, procedur administracyjnych nie dało się przeskoczyć, stąd opóźnienie z wiaduktem - tłumaczy Skałecki.
Będą musieli zapłacić
Skutki? Miasto będzie musiało ponieść dodatkowe koszty. Za zamknięcie toru pieniędzy zażąda zarówno PLK, jak i druga spółka PKP - Przewozy Regionalne. PLK zarządza infrastrukturą kolejową, a więc pobiera też opłaty od przewoźników za korzystanie z torów. Jeśli tor będzie zamknięty, to kolej na nim nie zarobi. Również dla Przewozów Regionalnych zamknięcie toru to problem. Trzeba będzie zmieniać rozkład jazdy i puścić część składów drogą przez Franowo. Nie uda się też zapewne przywrócić już zawieszonych pociągów, choć dyrektor poznańskiego oddziału PKP PR Zbigniew Kryś zapewnia, że jesienią i tak będzie mogło ich jeździć tą trasą nieco więcej niż obecnie.
Ile ZDM będzie musiał zapłacić za zamknięcie toru? - Za wcześnie o tym mówić, wciąż to obliczamy - ucina dyr. Siewiera. Ale na pewno nie będą to małe pieniądze. Dyrektor Skałecki przyznaje, że może to być nawet milion złotych. - Ale to i tak około 15 procent tego, co groziłoby nam, gdyby budować wiadukt już po pracach kolejarzy - zaznacza dyr. Skałecki.