Partnerzy serwisu:

Nikt nie jest winny śmierci dwójki dzieci na „przejeździe” w Pniewitem

Michał Szymajda 24.03.2017 840

Nikt nie jest winny śmierci dwójki dzieci na „przejeździe” w Pniewitem
zdjęcie ilustracyjneFot. Michał Szymajda, RK
Prokuratura uznała, że nie można wskazać winnego śmierci dwójki dzieci, do której doszło podczas zderzenia auta i autobusu szynowego w Pniewitem. Okazało się, że za skrzyżowanie polnej drogi i torów nikt nie odpowiada.
Do wypadku doszło w czerwcu 2015 i teraz, po niemal dwóch latach, prokuratura rejonowa w Chełmnie doszła do wniosku, że miejsce gdzie doszło do wypadku i które PKP PLK wielokrotnie nazywała „przejazdem bezpiecznym”, nie jest w sensie prawnym przejazdem kolejowym. Nie leży w gestii PKP PLK, ani tym bardziej gminy.

– Nie mieliśmy do czynienia z przejazdem kolejowym. To było przejście przez tory – powiedziała przed kamerą tvn24 Ewa Kujawa z Prokuratury Rejonowej w Chełmnie. Nie leżało ono w gestii gminy, ani tym bardziej PKP PLK. Co istotne – znaki STOP pojawiły się przed przejazdem z inicjatywy gminy, dlatego przejeżdżający przez nie mogli mieć wrażenie, że korzystają z drogi należycie przygotowanej do przekraczania szlaku kolejowego.

Matka dwójki dzieci, które zginęły w wypadku od lat walczyła o bezpieczny przejazd, który widać było z okien jej domu. Zdaniem rodziców, PKP PLK niewiele sobie z pism robiła i przejazdem zajęła się należycie dopiero po tragedii, gdy poprawiono tam widoczność dla kierowców aut i maszynistów, wprowadzono też ograniczenia prędkości.

– Warunki bezpieczeństwa, jakie występowały na tym przejeździe, były, delikatnie mówiąc, niewłaściwe – powiedział Łukasz Trochym, radca prawny Urzędu Transportu Kolejowego. Prokuratura jednak umorzyła dochodzenie, bo droga do przejazdu nie była publiczna – jest zdaniem brak jest więc osób za nią odpowiedzialnych. Ustalenia prokuratury z pewnością nie są satysfakcjonujące dla rodziny i zapewne podejmie ona własne kroki prawne.

Obecnie „przejazd” jest zamknięty. Postawiono przy nim barierki i szykany. – Bezpośrednim powodem było to, że wyższy poziom bezpieczeństwa zapewni sąsiedni przejazd – powiedział Mirosław Siemieniec. Nie można tam również przechodzić, o czym informują odpowiednie znaki.

– To jest niemożliwe, żeby na czynnym przejeździe kolejowym, gdzie jest prowadzony ruch kolejowy, dochodziło do tragedii i nie można było w związku z tym wskazać winnych – skomentował Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych Tor.
PARTNERZY DZIAŁU



Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony