Partnerzy serwisu:

Małopolskie: SKA na Podhale możliwe w tym roku

Martyn Janduła 01.03.2017 103

Małopolskie: SKA na Podhale możliwe w tym roku
Fot. Przewozy Regionalne
Władze województwa małopolskiego mają dalsze plany zmierzające do rozwoju spółki samorządowej, jaką są Koleje Małopolskie. W ramach obecnego systemu funkcjonują już cztery linie Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej. Z Jackiem Krupą, marszałkiem województwa małopolskiego, rozmawiamy o dalszym rozwoju kolei w regionie i szansie na wspólny bilet.
Martyn Janduła, „Rynek Kolejowy”: Czy krakowianie wyczekują gotowej łącznicy kolejowej?

Jacek Krupa, marszałek województwa małopolskiego: Tak, zwłaszcza mieszkańcy Skawiny, a sam nim również jestem, czekają ze zniecierpliwieniem na zakończenie prac przy budowie łącznika na Krzemionkach. W planach mamy przedłużenie tam linii SKA2, która jeździ obecnie z Krakowa przez Słomniki do Miechowa, właśnie do Skawiny. Plany te były znane już od dawna, a ich realizacja uzależniona jest od oddania tego łącznika do użytku. Mam gorącą nadzieję, że PKP PLK zakończy prace przed terminem już w grudniu, a wtedy postaramy się przedłużyć linię do Skawiny. To będzie następny hit, gdyż jest to kolejne satelickie miasto, podobnej wielkości jak Wieliczka, którego mieszkańcy przesiądą się z samochodów na kolej.

Jak wygląda popularność połączeń SKA do Tarnowa? Czy mieszkańcy mogą liczyć na zwiększenie liczby połączeń?

Tak, linia cieszy się dużą popularnością. Jednak pragnę zaznaczyć, że nie zawsze jest tak, że nasze chęci pokrywają się z możliwościami. Przypomnę, że nie mamy torów na wyłączność. Jeżdżą po nich również pociągi pospieszne PKP Intercity czy pociągi towarowe, więc rozkład jazdy musi być skorelowany z innymi przewoźnikami. Stąd nie zawsze jest to możliwe, żeby zwiększać ofertę. Można mówić jeszcze o małym dogęszczeniu, ale warunki techniczne na to specjalnie nie pozwalają. Musiałby specjalnie powstać trzeci tor tylko dla użytku Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej, na co w najbliższych latach – powiedzmy sobie uczciwie – nie ma szans.

Czyli oferta pozostanie na podobnym poziomie?

Pozostanie na tym samym poziomie, ale nie sądzę też, żeby była aż taka potrzeba jej zwiększania. Obserwujemy na bieżąco i monitorujemy ilość pasażerów i zagęszczenie w poszczególnych porach dnia. Pociąg przeciętnie jeździ co godzinę, w zależności od klasy pociągu czy to pospieszny, czy osobowy, to podróż trwa od 1 godz. i 15 minut do nawet mniej niż godzinę. Czyli szybciej i taniej niż samochodem. Do tego sprawnie dojechać można do samego centrum Krakowa lub wysiąść na dowolnym innym przystanku. Przypomnę, że w ramach inwestycji PKP PLK wybudują nową stację przesiadkową przy ul. Grzegórzeckiej, która moim zdaniem, będzie głównym węzłem przesiadkowym. Zatem rola linii aglomeracyjnych w regionie będzie rzeczywiście rosła.

Jakimi działaniami zamierzacie przyczynić się do wzrostu znaczenia SKA w samym Krakowie?

Powoli zbliża się czas, żeby zasiąść do stołu z prezydentem Krakowa i zastanowić się, jak wspólnymi siłami można wykorzystać te rezerwowe linie kolejowe w Krakowie i wokół miasta, by jeszcze bardziej wykorzystać Szybką Kolej Aglomeracyjną do przewozu osób już w ramach samego Krakowa.

Na ile realna jest wizja Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej na Podhalu?

Miałem spotkanie ze wszystkimi samorządowcami z Podhala, bo rzeczywiście plany uruchomienia takiej linii są. Z naszych badań wynika, że ok. 30-35% ruchu pasażerskiego, który odbywa się obecnie samochodami lub autobusami między Nowym Targiem a Zakopanem, to jest ruch lokalny. Gdyby udało się dużą część tych samochodów zdjąć z drogi krajowej między tymi miastami, to odblokowałoby zakopiankę. Są tutaj też dodatkowe atuty środowiskowe. W związku z tym takie wahadło pomiędzy Zakopanem a Nowym Targiem jest ze wszech miar wskazane, ale uzmysłowiłem regionalnym władzom, że to nie może polegać tylko na tym, że podstawimy pociąg na tory, a on będzie jeździł tam i z powrotem, bo może przez to jeździć pusty.

Pasażerowie oczekiwaliby tutaj wspólnego biletu. Czy zatem dążycie do wypracowania takiego rozwiązania?

Dokładnie, to wymaga integracji środków transportu kołowego z koleją, by z mniejszych miejscowości ludzie mieli zapewniony transport autobusowy, który byłby systematyczny i dowoził o określonej porze do kolei. Wszystko odbywałoby się w ramach tego samego biletu. Żeby ten projekt miał sens, to musi przypominać ten znany z linii Wieliczka – Balice. W Wieliczce, w jednej z wiosek wsiada się do autobusu i na tym samym bilecie jedzie się do pobliskiej stacji, wysiada się w Krakowie i przesiada się na komunikację miejską. Musi to być zatem pełna integracja.

Czy odległa jest to wizja?

Odbyły się już na ten temat rozmowy. W tej chwili przygotowujemy już porozumienie, które ma być gotowe do końca marca, a w kwietniu chcielibyśmy je przekonsultować i podpisać z samorządami gminnymi i powiatowymi z Podhala. Moim zdaniem, gdyby wszystkie samorządy podjęły prędkie działania we współpracy i wykonały tę część zadań, która byłaby im przypisana, to możliwe jest uruchomienie takiego wahadła nawet od grudnia tego roku. To jest oczywiście dosyć odważny pomysł. Spokojnie licząc, takie połączenie mogłoby jednak ruszyć w połowie 2018 roku, a najpóźniej w grudniu następnego roku.

Czyli linia na Podhale jest bardzo realną wizją?

Tak, jak najbardziej. Tory są, tylko trzeba je wykorzystać. Jest jeszcze jedna kwestia. Część wójtów chciałaby dogęścić przystanki na tej linii. Pojawia się zatem pytanie czy to ma być tramwaj, czy pociąg. Ja jednak stawiam na integrację, ażeby do pociągów wsiadali nie tylko ludzie z tej miejscowości, w której jest przystanek, ale żeby mieli szansę tą koleją jeździć także okoliczni mieszkańcy. Musi być więc zapewniony odpowiedni dowóz busem lub autobusem, albo musi być zorganizowany dobry parking, w którym ludzie będą zostawiać samochody. Innymi słowy, jak narysujemy umowną poziomą linię kolei, to prostopadle do niej powinny zostać stworzone linie dowożące do przystanków.

Podobny pomysł miały ostatnio też Przewozy Regionalne. Nawet podpisano list intencyjny z kilkoma Przedsiębiorstwami Komunikacji Samochodowej.

Naprawdę, bardzo bym się cieszył, gdyby spółka ten pomysł realizowała. To nie na tym polega, że my koleje tworzymy na siłę. My to robimy dlatego, że Przewozy Regionalne nie były przez tyle lat nic w stanie zrobić. Spółka zarządzana jest z Warszawy i nie ma kontaktu z samorządami.

Jednak spółka ta przecież w części należy do samorządów.

W tej chwili 51% ma Agencja Rozwoju Przemysłu, zaś Małopolska posiada 3% udziału. Wobec tego powodu mamy pewien problem, bo jako współwłaściciel powinniśmy pracować nad rozwojem tej firmy, ale dotychczasowe wysiłki spełzły na niczym. Spółka z roku na rok się coraz bardziej zadłużała. W tej chwili ARP ma większość i do tego pomaga też państwo, więc mam nadzieję, że spółka zacznie lepiej prosperować, gdyż Przewozy Regionalne są potrzebne. W Małopolsce sobie być może poradzimy, jesteśmy regionem bogatym i ludnym, mamy dobrą infrastrukturę torową, ale nie wszędzie przecież tak jest. Nie we wszystkich województwach jest potrzeba, żeby zakładać spółkę regionalną, bo taki krajowy przewoźnik ma już zagwarantowane swoje miejsce na rynku w kraju.


Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony