Partnerzy serwisu:

Malarstwo kolejowe. Piękno dawnych kart pocztowych

Włodzimierz Winek 24.12.2017 66

Malarstwo kolejowe. Piękno dawnych kart pocztowych
Obraz "List do Św. Mikołaja"fot. www.angelatrottathomas.com
Okres przedświąteczny, jak i same święta Bożego Narodzenia, to nie tylko czas pełnego szaleństwa zakupowego, ale również pora, w której warto czasami przystanąć i spojrzeć na rzeczy ładne, subtelne i cieszyć się ich widokiem, obcowaniem z nimi. Bez wątpienia należą do nich zapomniane już dzisiaj bożonarodzeniowe karty pocztowe z motywem kolejowym.
Szkoda, że w Polsce nie były tak popularne jak w krajach anglosaskich i właściwie dzisiaj są niewielkie szanse, aby pojawiły się, jako tradycyjne karty pocztowe, ale być może poniższym tekstem zainspirujemy nie tylko miłośników kolei. Być może również możnych mecenasów sztuki, bo naprawdę warto, a bez ich wsparcia trudno będzie stworzyć „polską szkołę malarstwa kolejowego”. A właściwie jej kontynuację, bo pewne jej zalążki były jeszcze w okresie międzywojennym.

Święta i kolej

Motywy kolejowe na kartach pocztowych pojawiły się już w XIX wieku, po upowszechnieniu fotografii i udoskonaleniu sztuki drukarskiej pozwalającej powielać obrazy w dużych ilościach. Niemal każda angielska, niemiecka, a szczególnie amerykańska kompania kolejowa wydawała je w dziesiątkach tysięcy, najczęściej chwaląc się nowymi lokomotywami, wagonami, połączeniami wprowadzonymi do ruchu dla wygody pasażerów.

Z czasem do obrazu nowej lokomotywy zaczęto dołączać w tle lub na planie pierwszym widok poszczególnych stacji na szlaku. To z kolei zaowocowało wydawaniem kart pocztowych samych stacji. I tak, mimochodem, dla niektórych z nich powstała unikatowa dzisiaj ikonografia czasu ich trwania, czasu przemian itd., będąca bezcennym zbiorem informacji o urządzeniach kolejowych, mundurach, architekturze czy nawet obyczajowości ówczesnego społeczeństwa.

Jednak prawdziwe szaleństwo kolejowych kart pocztowych, które po wypełnieniu i naklejeniu znaczka pocztowego można było wrzucić do skrzynki pocztowej na peronie czy też do skrzynki w wagonie pocztowym i tym samym przesłać znajomym i rodzinie pamiątkę z podróży, nastało wraz z upowszechnieniem fotografii kolorowej w początkach XX wieku. Choć tzw. kolorowane ręcznie pocztówki pojawiły się już nieco wcześniej wraz z kolejnym udoskonaleniem kolorowego druku. Wraz z nimi zaczęły pojawiać się okazjonalne, świąteczne pocztówki z motywem kolejowym, gdzie dorysowywano i kolorowano typowe związane ze świętami symbole w postaci kolorowych świeczek na choince, pasażerów ze świątecznymi prezentami itd.

W momencie udoskonalenia techniki drukarskiej pozwalającej reprodukować akwarele, gwasze czy obrazy olejne niemal w wiernym oddaniu kolorystyki i odcieni stworzył się swoisty rynek, nierzadko prawdziwych dzieł sztuki. Rynek, który swoje najlepsze lata przeżywał w okresie 1920-1960. Wówczas to powstał szereg kanonów związanych z tą twórczością artystyczną. Takimi kanonami były np. krajobraz zimowy, koniecznie górski, choinki stojące na peronach przyozdobione kolorowymi lampkami podobnie jak budynek stacji czy wreszcie obowiązkowo jadący w lokomotywie św. Mikołaj. Choć czasami dopuszczalne było ustawienie św. Mikołaja na peronie oczekującego z prezentami dla podróżnych. Bezwarunkowo, nawet w połowie lat 60. XX w., na pocztówce świątecznej musiał być parowóz, mimo że trudno było je spotkać na co dzień na kolejowych szlakach. Podobnie jak trudno było znaleźć tak bajecznie udekorowane stacje kolejowe.

Malarstwo kolejowe popularne także dzisiaj

Dzisiaj grono malarzy i rysowników specjalizujących się w kolejowych obrazach jest nieco mniejsze, a jeszcze mniejsze potrafiących mistrzowsko powiązać tematykę kolejową ze świętami.

Do mistrzów, którzy właściwie przeszli już do klasyki w tym zakresie należy amerykańska malarka Angela Trotta Thomas specjalizująca się w kolejowej tematyce od 1991, choć jej pierwsze prace ilustratorskie, głównie katalogów z zabawkami, przedstawiały samochody. Jej talent dość szybko dostrzegła jedna z największych firm amerykańskich produkujących od 1900 roku zabawki kolejowe (wagony, lokomotywy, całą infrastrukturę w postaci semaforów, peronów itd.), firma „Lionel LLC”. Początkowo współpraca polegała na wykonywaniu pojedynczych projektów opakowań dla zestawów zabawek, ale Angela Trotta Thomas była na tyle prekursorska i wyznaczająca nowe trendy malarskie, że w drugiej połowie lat 90. artystka, jako jedyna do dzisiaj, otrzymała specjalną licencję od firmy „Lionel” na wyłączność wykonywania projektów malarskich firmy. Jej twórczość dostrzegły także liczne gremia opiniotwórcze, które przyznały jej prestiżowy i jak na razie jedyny tytuł „The Train Lady”. Jednym z jej największych sukcesów było wykonanie katalogu zabawek firmy „Lionel” na rok 2000, a szczególnie okładki, która po raz pierwszy od 1969 r. znowu była dziełem rąk i talentu, a nie fantazji fotografa.

Została czterokrotnie wybrana jako artystka „Concours d’Elegance of the Eastern United States”, stając się pierwszą kobietą, która otrzymała ten zaszczyt. The Antique Automobile Club of America zamawia u niej kartki świąteczne. Jej elegancka interpretacja samochodów z epoki umożliwiła stworzenie kolekcji obrazów dla klubów samochodowych Packard, Pierce Arrow i Cadillac. Wiele z jej obrazów znajduje się w kolekcjach prywatnych i korporacyjnych, takich jak Richard i Linda Kughn, Neil Young, Otis Chandler, MBNA Bank, Quest Health Care, Chrysler i Arrow Fastener Corporation.

Mówiąc o pocztówkach świątecznych związanych z motywem kolejowym, warto wspomnieć o innym znakomitym ilustratorze kolorowych tygodników – Normanie Rockwellu, na którym wzorowała się pod względem perfekcyjnej, zbliżonej do niemal fotograficznej precyzji, wspomniana Angela Trotta Thomas. Także w jego twórczości pojawiły się okazjonalne kartki świąteczne, które co jakiś czas są po raz kolejny drukowane przez różne amerykańskie kompanie kolejowe i dołączane, jako pewnego rodzaju gadżety, zarówno dla pracowników, jak i pasażerów korzystających z połączeń kolejowych podczas okresu świątecznego.

Klasycy kolejowego malarstwa

Norman Rockwell przez dobre sześć dekad XX w. był najsłynniejszym i chyba najbardziej lubianym amerykańskim mistrzem sztuki ilustratorskiej. Niezwykle płodny, dziś najbardziej znany z 322 okładek, które zaprojektował dla kultowego „Saturday Evening Post”, choć także jego obrazy należą już do pewnej klasyki malarstwa naturalistycznego. Co ciekawe i warte podkreślenia – wszystkie ilustracje dla tygodników malował farbą olejną na płótnie, a nie na papierze, przez co stawały się one obrazami, godnymi powieszenia w niejednym salonie. Co prawda były one malowane z pomocą pewnej sztuczki malarskiej, gdyż malarz korzystał z pomocy cenionych w tamtych czasach fotografów. Zamawiał zdjęcia, a następnie w bardzo realistyczny sposób odmalowywał je na płótnie. Artysta nie trzymał tego w tajemnicy, ale z jakiegoś powodu właściciele obrazów i krytycy zbytnio tego nie nagłaśniali.

Zanim artysta przystępował do szkiców, robił najpierw zdjęcia modelom (potrzebował ich aż 100, aby wykonać jedną grafikę), a potem na ich podstawie tworzył ilustracje. Dbał o każdy szczegół. Zwracał uwagę na najmniejsze detale. Tak było zarówno w przypadku projektowania okładek dla „Post”, jak i pocztówek kolejowych. Choć z tymi drugimi było nieco więcej kłopotów, gdyż nie zawsze udało się w jednym czasie połączyć widok stacji i pejzażu z konkretnym modelem parowozu czy lokomotywy. Można czasami dostrzec ową trudność, przeglądając obrazy Rockwella. Ujawnia się ona lekkimi dysproporcjami detali, np. zbyt dużą choinką w proporcji do stacji czy pociągu. Jednak dla przeciętnego miłośnika kolejowych obrazów te szczegóły są naprawdę nieistotne.

Gdy stał się cenionym artystą, często w wywiadach pytany, dlaczego maluje tak naturalistycznie, odpowiadał: – Maluję życie tak, jak chciałbym je widzieć. Rzeczy zwyczajne nie męczą nigdy. To tylko my sami popadamy w zmęczenie, kiedy przestajemy się nimi interesować lub je doceniać.

Co ciekawe, te powyższe słowa, mimo że wypowiedziane przeszło 50 lat temu, właściwie są aktualne do dziś i mogą być sentencją na przyszłość. Szczególnie, gdy chce się zachować pewne kolejowe klimaty świąteczne, które ukazane na obrazach – być może czasami przerysowanych, nierealnych, ale mimo wszystko słodkich i ciepłych, wywołujących więź twórcy z widzem. Tworzących ową niepowtarzalną magię świat, także gdzieś na małej, zasypanej śniegiem i owianej mrozem stacyjce.

Kontynuatorów w Polsce brak

Szkoda, że nie mamy w kraju takich wieloletnich tradycji wydawania polskich kolejowych pocztówek świątecznych, mimo że swego czasu pojawiały się pewne jaskółki w postaci kart wydawanych przez „Ruch”. Nie znaczy to jednak, że takiej tradycji nie można stworzyć od podstaw. Szczególnie, że mamy wielu zdolnych młodych artystów specjalizujących się w malarstwie naturalistycznym mimo wprowadzania czasami nieco surrealistycznych fantazji. Być może, gdyby było „zapotrzebowanie rynku”, stworzyliby oni polską szkołę malarstwa kolejowego i tym samym materiał do powielania i wydawania polskich kolejowych kartek świątecznych.


Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony