Partnerzy serwisu:

Koleje Wielkopolskie: Gdyby nie pandemia, to 2020 rok byłby rekordowy w naszej historii

Jakub Rösler 27.12.2021 1,2k

arrow
arrow
Koleje Wielkopolskie: Gdyby nie pandemia, to 2020 rok byłby rekordowy w naszej historii
Prezes Kolei Wielkopolskich, Marek Nitkowski fot. Sławomir Brandt
Koleje Wielkopolskie: Gdyby nie pandemia, to 2020 rok byłby rekordowy w naszej historii
Koleje Wielkopolskie: Gdyby nie pandemia, to 2020 rok byłby rekordowy w naszej historii
O planach taborowych, inwestycjach w punkty utrzymania oraz wpływie pandemii na spółkę rozmawiamy z prezesem Kolei Wielkopolskich Markiem Nitkowskim, a także członkiem zarządu spółki Mikołajem Grzybem. Szefowie KW mówią, że gdyby nie pandemia, to 2020 rok mógł być dla spółki rekordowy pod względem liczby przewiezionych pasażerów. Spółka szacuje, że jeśli nie pojawią się kolejne obostrzenia, to w przyszłym roku wróci do wyników przewozowych sprzed pandemii. Ponadto KW dokupią dwa spalinowe Impulsy z opcji, a wkrótce oddadzą do użytku halę utrzymaniowo-naprawczą w Wągrowcu. To druga część wywiadu z Prezesami Kolei Wielkopolskich. Pierwszą opublikowaliśmy kilka dni temu.
Ile osób korzystało z usług spółki przed pandemią, a ile korzysta obecnie?

Mikołaj Grzyb: Myślę, że skutki pandemii było widać gołym okiem, szczególnie jeśli chodzi o liczbę pasażerów, którzy korzystali z naszej oferty przewozowej. Wracając do przełomu lutego i marca 2020 roku – liczba pasażerów spadła wtedy znacząco. Średnio w lutym 2020 roku przewieźliśmy ponad milion pasażerów. Styczeń i luty ubiegłego roku były naszymi rekordowymi miesiącami, jeśli mówimy o liczbie przewiezionych pasażerów. W styczniu 2020 przewieźliśmy ponad 1,157 mln pasażerów, a w lutym 1,164 mln pasażerów. Natomiast w marcu poprzedniego roku przewieźliśmy już tylko 640 tysięcy pasażerów, w kwietniu tylko 168 tysięcy (!), a w maju 316 tysięcy. Liczby te w trakcie letnich miesięcy, a także września i października powoli nam rosły, ale wraz z kolejnym lockdownem, na przełomie października i listopada 2020, liczba pasażerów znowu spadła. Dopiero od przełomu kwietnia i maja tego roku widać, że liczba pasażerów systematycznie wzrasta. Z danych za sierpień i wrzesień tego roku wynika, że wracamy do przewozów na poziomie 800-900 tysięcy pasażerów w skali miesiąca. W całym 2019 roku przewieźliśmy 12,166 mln pasażerów, a w 2020 roku już tylko 7,5 miliona pasażerów. Na obecne wzrosty ma też wpływ powrót do nauczania stacjonarnego, co owocuje większą liczbą uczniów i studentów, którzy korzystają z naszej oferty. Obecnie, w dni robocze, przewozimy średnio 35 tysięcy osób dziennie, czyli zbliżamy się powoli do liczby pasażerów sprzed pandemii, kiedy liczba pasażerów korzystających codziennie z pociągów kształtowała się na poziomie ponad 40 tysięcy. Najbardziej obłożone są oczywiście pociągi w niedzielę wieczorem, w poniedziałkowe poranki, a także popołudnia i wieczory piątkowe. Trzymamy kciuki i liczymy za to, że pasażerowie z nami pozostaną, jednak jeśli pojawią się kolejne obostrzenia epidemiologiczne, to możemy się liczyć z ponownym spadkiem liczby pasażerów, a co za tym idzie – spadkiem przychodów.

Po stronie przychodowej rok 2019 zakończyliśmy przychodem ze sprzedaży biletów w wysokości 59 milionów złotych. Kolejny, pandemiczny rok 2020 to już zauważalny spadek i kwota 38 milionów złotych. Na chwilę obecną, z uwzględnieniem danych do sierpnia tego roku włącznie, jest to kwota 28,5 miliona złotych. Zaznaczę, że gdyby nie pandemia, to 2020 rok byłby dla nas rekordowy zarówno pod względem liczby przewiezionych pasażerów, jak i przychodów ze sprzedaży biletów.

Kiedy wg prognoz wrócicie do przewozów takiej liczby pasażerów jak przed pandemią, a więc przykładowo jak w pierwszych miesiącach 2020 roku?


MG: Jeśli nie nastąpi kolejna fala pandemii, która spowoduje ograniczenia w liczbie przewożonych pasażerów w transporcie zbiorowym, jak i same zachorowania nie przełożą się na liczbę pasażerów, to prognozujemy, że w przyszłym roku możemy wrócić do ilości przewozowej z początku 2020 roku. To są nasze prognozy i przewidywania. Liczymy, że w 2022 roku zbliżymy się do tych 12 milionów bądź 12,5 miliona pasażerów. Takie są założenia, natomiast rzeczywistość je na pewno zweryfikuje.

Teraz pytanie o Poznańską Kolej Metropolitalną. Jakie kolejne miasta i kierunki znajdą się w siatce połączeń?


MG: Jeśli chodzi o PKM, to jeździmy już na ośmiu z dziewięciu kierunków wychodzących z Poznańskiego Węzła Kolejowego. Pozostaje nam już tylko jeden kierunek do uruchomienia PKM-ki, do Wronek. Natomiast w chwili obecnej ta linia kolejowa, z Poznania przez Wronki do Szczecina, jest w trakcie remontu. Nie posiadamy jednak informacji, kiedy te działania mogą się zakończyć. Ostateczna decyzja o tym, czy ten kierunek także wejdzie w skład połączeń realizowanych w ramach Poznańskiej Kolei Metropolitalnej, zależy od organizatora połączeń, a więc samorządu województwa wielkopolskiego, a także samorządów, które współfinansują organizację połączeń metropolitalnych. Jeśli te podmioty podejmą decyzję o włączeniu tego kierunku w siatkę PKM, to my jako Koleje Wielkopolskie jesteśmy gotowi świadczyć nasze usługi na tej linii. W tej chwili docieramy do ponad 240 miejscowości w Wielkopolsce, a także poza nasze województwo – do Zbąszynka, Kutna czy Łodzi. Z każdym rozkładem jazdy siatka naszych połączeń się rozrasta. Mogę powiedzieć, że od nowego rozkładu jazdy nasze pociągi wjadą na kolejny nowy odcinek, a więc Piła – Wyrzysk Osiek.

Marek Nitkowski: Mamy także tabor, który spełnia oczekiwania podróżnych. Ostatnio zakupione elektryczne zespoły trakcyjne 48WEb (Elf2) zbliżone są konstrukcyjnie, szczególnie w obszarze przestrzeni pasażerskiej, do pojazdów publicznego transportu zbiorowego wykorzystywanych w przewozach aglomeracyjnych. Z naszego doświadczenia wynika, że tabor, a także odpowiednie parametry toru kolejowego dają efekty w postaci podróżnych, którzy korzystają z uruchamianych połączeń.

Gdzie obserwują państwo największy przyrost liczby podróżnych, którzy korzystają z waszych pociągów?

MN: W obrębie dużych miast takich jak Poznań ludzie coraz częściej wyprowadzają się z centrum miasta, ale jednocześnie pracują w aglomeracji. Zachodzi więc naturalna konieczność zapewnienia mostu komunikacyjnego dla tej społeczności, a takim właśnie rozwiązaniem jest kolej. Dlatego Poznańska Kolej Metropolitalna się sprawdza i tam wzrasta liczba podróżnych. Mało tego – jeśli rozkład jazdy jest skonstruowany tak, że pociągi jeżdżą w szczycie co około 30 minut, a poza szczytem co godzinę, to w kolejnych okresach podróżnych na pewno będzie coraz więcej.

Czy da się jeszcze dogęścić siatkę PKM, przy ograniczonej przepustowości Poznania Głównego?


MN: Tutaj należy podkreślić, że ułożenie rozkładu jazdy dla wielu przewoźników na stacji Poznań Główny jest trudne przy ograniczonej przepustowości węzła. Jest to zabieg, który wymaga dużego kunsztu planistycznego angażującego do współpracy zarządcę infrastruktury, przewoźników, ale także organizatora przewozów. Na ten moment nie można dowolnie zwiększać liczby kursujących pociągów w atrakcyjnych godzinach ze względu na prace i przebudowę głowicy południowej, ale myślę, że ta inwestycja nieco poprawi tę sytuację. Kolejnym krokiem dla poprawy przepustowości węzła będą prace modernizacyjne, które PKP PLK przewidują na wjazdach na stację. Nie bez znaczenia są też toczące się remonty i modernizacje na liniach kolejowych wokół Poznania, jak chociażby te na zachodniej części E20 od Poznania do Rzepina. Myślę, że są jeszcze przestrzenie na dogęszczenie siatki połączeń, ale nie ma ich zbyt dużo bez znacznych inwestycji na tym obszarze.

 Tekst pochodzi z "Rynku Kolejowego" nr 11/2021. Zapraszamy do lektury i zakupu prenumeraty








Tekst pochodzi z "Rynku Kolejowego" nr 11/2021. Zapraszamy do lektury i zakupu prenumeraty
Tekst pochodzi z "Rynku Kolejowego" nr 11/2021. Zapraszamy do lektury i zakupu prenumeraty

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Koronawirus a transport