Partnerzy serwisu:

Kolej ma do takich ludzi szczęście. Wspomnienie o Krzysztofie Bańkowskim

Olga Gitkiewicz, Kaja Puto 04.07.2020 373

arrow
arrow
Kolej ma do takich ludzi szczęście. Wspomnienie o Krzysztofie Bańkowskim
Na peronie stacji Bydgoszcz Główna, w tle pociąg do Chełmży. Fot. Marek Wiercioch
Kolej ma do takich ludzi szczęście. Wspomnienie o Krzysztofie Bańkowskim
Kolej ma do takich ludzi szczęście. Wspomnienie o Krzysztofie Bańkowskim
Kolej ma do takich ludzi szczęście. Wspomnienie o Krzysztofie Bańkowskim
Kolej ma do takich ludzi szczęście. Wspomnienie o Krzysztofie Bańkowskim
Kolej ma do takich ludzi szczęście. Wspomnienie o Krzysztofie Bańkowskim
Drodzy czytelnicy, z pewnością znacie ten typ człowieka, który zna na pamięć wszystkie kody pocztowe, potrafi narysować herby miast wojewódzkich, a powiaty uszeregować pod względem tak powierzchni, jak populacji. Wśród pasjonatów kolei jest takich freaków sporo. I na szczęście dla obywateli część z nich decyduje się wykorzystać swoje niezwykłe kompetencje zawodowo.
Takim właśnie człowiekiem był zmarły w kwietniu Krzysztof Bańkowski. Na licealnych imprezach jego koledzy i koleżanki rzucali numer strony z „cegły”, a on recytował numery pociągów, ich rozkład i czas postoju na stacjach. Na studiach wylegiwał się na rozłożonej na podłodze mapie samochodowej Polski – wystarczyło rzucić nazwę miejscowości, a ten zaczynał snuć opowieść o atrakcjach turystycznych w jej pobliżu. Hebrajskiego – a znał jeszcze litewski, rosyjski, ukraiński, angielski, niemiecki, czeski – nauczył się z piosenek podstarzałych diw izraelskiej estrady. Znał na pamięć hymny nieistniejących krajów, umiał bezbłędnie rozpoznać, w jakim z postkomunistycznych krajów znajduje się blokowisko na fotografii, a jako dwudziestolatek wygrał teleturniej Najsłabsze ogniwo. Zapytany o to, na co przeznaczy nagrodę, odpowiedział, że na piwo i słodycze.

Jeszcze jako student etnologii i judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego wypisywał do samorządu dziesiątki pism, w których wyjaśniał, co można byłoby ulepszyć w funkcjonowaniu regionalnej kolei. Na początku zbywano go jak uciążliwego wariata, ale gdy w 2008 r. zgłosił się do pracy przy funduszach unijnych w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim, z miejsca zaproponowano mu w zamian stanowisko w wydziale transportu.

W urzędzie marszałkowskim Bańkowski zajmował się planowaniem sieci połączeń kolejowych. Już ponad dziesięć lat temu mówił, że w regionach trzeba stawiać na kolej aglomeracyjną, że to sposób na uwolnienie miast od korków i od smogu. I już dekadę temu realizował wizję Dolnośląskich Kolei Dojazdowych, które miały łączyć Wrocław z okolicznymi gminami.

To z inicjatywy Krzysztofa powstała strona kolej.dolnyslask.pl – serwis, który szybko zyskał popularność. Dziś ten adres przekierowuje na strony wydziału transportu, jednak pod koniec pierwszej dekady XXI wieku strona dostarczała pasażerom kolei najważniejszych bieżących informacji. Województwo dolnośląskie było jednym z pierwszych, które zaczęło, choćby przez system informacji SMS, informować o opóźnieniach i utrudnieniach, a organizowany przez siebie transport traktowało jako markę wartą promowania.

To za czasów Bańkowskiego wprowadzono konsultacje społeczne, które miały pomóc projektować rozkłady jazdy w oparciu o analizę potrzeb pasażerów.

Do swoich ulubionych projektów Krzysiek zaliczał otwarcie linii kolejowej z Wrocławia do Trzebnicy. Jak mówił, to był pierwszy wyraźny sygnał, że można zmieniać kolej, że nawet linie przez lata zamknięte, zardzewiałe i skazane na zapomnienie można z powodzeniem przywrócić do życia. Z satysfakcją wspominał też uruchomienie pociągów regionalnych z Wrocławia i Kotliny Kłodzkiej do Czech.

Kiedy w 2014 r. dostał propozycję dołączenia do zespołu PKP Intercity i wzięcia odpowiedzialności za stworzenie koncepcji rozkładu jazdy, ruszył do Warszawy z gotową diagnozą tego, co nie działa i z głową pełną pomysłów.

Nie od razu jednak mógł je realizować z rozmachem, na jaki się nastawiał. Początek jego pracy w spółce był anegdotyczny – w czasie remontu linii do Białegostoku Krzysiek został wysłany na badania terenowe do Małkini, aby na własne oczy, z zegarkiem w ręku sprawdził, ile trwa podróż autobusem zastępczym i przesiadka do pociągu.

Po tym eksperymencie już jako dyrektor biura rozkładu jazdy zaczął, wraz z dwudziestoosobowym zespołem, opracowywać strategię rozkładu jazdy w sezonie 2015/2016. Wcześniej w Intercity podobnej strategii nie było, to Bańkowski i jego ludzie stworzyli dokument z klarownymi wytycznymi dotyczącymi procesu tworzenia i wdrażania rozkładu.

Za czasów Bańkowskiego w PKP Intercity wprowadzano Pendolino. Krzyśka uwierało, że nowoczesne, szybkie pociągi mają łączyć tylko największe miasta. Jak mówił, takie rozwiązanie nie niosło żadnej dodatkowej wartości. Podpierając się raportami o wykluczeniu społecznym i komunikacyjnym, starał się przekonać przełożonych, że pociągi EIP powinny jeździć również do mniejszych miejscowości. I rzeczywiście – zaczęły się zatrzymywać w Wałbrzychu, w Jeleniej Górze, w Ciechanowie, wpisały się też w krajobraz miejscowości Pomorza Środkowego.

To z inicjatywy Krzysztofa podjęto w Intercity próby wprowadzenia symetrii dobowej i cykliczności połączeń, co pozwoliło skrócić czas przejazdu na niektórych trasach.

Krzysiek Bańkowski mógł być dyrektorem z gabinetem, biurkiem i sztywnym kalendarzem spotkań z podwładnymi. Powtarzał jednak, że to nie w jego stylu, że woli być blisko ludzi, wymieniać się pomysłami, dyskutować.

Miał świadomość, że zmiany, które wprowadza, nie wszystkim muszą się podobać. – Z mojego powodu wszyscy mieli więcej roboty: i piony odpowiedzialne za utrzymanie techniczne, i drużyny konduktorskie, i pracownicy w biurach – przyznawał. Dużo wymagał, wspominają dziś jego dawni współpracownicy, ale zawsze najwięcej od siebie. Ludzie, którzy z nim pracowali na Dolnym Śląsku i w Intercity wspominają go jako szefa, który ufał pracownikom. Zarażał pasją i determinacją, myśleniem o kolei przyjaznej dla pasażera, o kolei, która służy ludziom.

Dzięki pomysłom Krzyśka wskaźniki zaczęły się poprawiać. Udało się nie tylko zahamować odpływ pasażerów, ale też zyskać nowych. Między rokiem 2014 a 2016 liczba pasażerów PKP Intercity wzrosła z 25,5 miliona do ponad 38 milionów.

Kiedy jednak wiosną 2016 r. zmienił się zarząd spółki, Krzysiek Bańkowski dostał sygnał, że jego projekty nie będą kontynuowane. „Zmobilizowało mnie to do zmian” – mówił latem 2019 r., gdy wspominał czas w PKP Intercity. Wspominał go z radością i satysfakcją, dodał też jednak: „Pewna zadra pozostała”.

Zespół Krzyśka w nieco okrojonym składzie wciąż pracuje w spółce i wykorzystuje wprowadzone przez niego zasady planowania oferty. Echo podejścia Bańkowskiego widać do dziś – choćby w planowanym w rozkładzie 2020/2021. TLK Branicki z Trójmiasta do Krakowa ma podobno pojechać wydłużoną trasą i zatrzymywać się w Piszu, Hajnówce i Bielsku Podlaskim. Krzysiek tym pomysłem byłby zachwycony.

Kiedy Bańkowski stracił pracę w PKP Intercity, sprzedał swój majątek – kolekcję archiwalnych „cegieł” – i wyprowadził się do Berlina. Krzysiek – ekscentryk, który w podróżach służbowych jadał makaron flamastrami, a na sztywne spotkania zarządów chadzał w kolorowych koszulach i trampkach – czuł się w tym mieście jak ryba w wodzie. W berlińskim biurze Flixbusa przyjęto go z otwartymi ramionami w połowie 2017 r.

Został kierownikiem zespołu planowania siatki połączeń autobusowych w Europie Północno-Wschodniej. Jego bezbłędna znajomość regionu, potrzeb pasażerów i specyfiki lokalnej biurokracji pozwoliła na ekspansję firmy do Polski (było to jej drugie, tym razem udane podejście) i Ukrainy oraz pierwsze kroki na drodze do wejścia na rynek litewski, łotewski, estoński i rosyjski. Ośmioosobowy zespół, którym kierował, opracowywał siatki połączeń od ogółu do szczegółu – od określenia priorytetowych kierunków po opracowanie szczegółowych rozkładów jazdy i dokumentacji potrzebnej do uzyskania zezwoleń na przewóz.

Kierownictwo Flixbusa było zaskoczone faktem, jak szybko udało się uruchomić ogromną sieć połączeń – inne zespoły potrzebowały na to więcej czasu. Pomysły Krzyśka, podobnie jak w Intercity, natychmiast przekładały się na wzrost liczby pasażerów. No chyba że stawał się ofiarą własnego sukcesu: na uruchomione przez Flixbus autobusy relacji Warszawa – Olsztyn nie stawił się tłum chętnych, bo pasażerowie przyzwyczaili się do przygotowanej jeszcze przez Krzyśka świetnej oferty kolejowej.

W gronie przyjaciół powtarzał powiedzonko: „Strzeż się pociągu – unikaj śmierci”. Podpatrzył je na jakiejś starej tablicy, a może sam to wymyślił. Zmarł w Berlinie w wieku zaledwie trzydziestu czterech lat. W swoim krótkim życiu zdążył przyczynić się do zmiany podejścia polskich samorządów do roli kolei regionalnej, zrewolucjonizować strategię planowania siatki połączeń dalekobieżnych w PKP Intercity i wdrożyć profesjonalne przewozy autobusowe w krajach, w których jeszcze parę lat temu ciężko było o wiarygodny rozkład jazdy busików. Jak dotąd nikt nie zastąpił go na stanowisku we Flixbusie.

W styczniu dywagował na łamach „Krytyki Politycznej”, czy kryzys klimatyczny to okazja na renesans europejskiej kolei międzynarodowej. Miał pomysł, jak się do tego zabrać. Jeśli do tego dojdzie – a zdaje się, że pandemia koronawirusa może w tym pomóc – miejmy nadzieję, że zabiorą się do niego fachowcy tacy jak Krzysiek – pełni pasji. Kolej ma do takich ludzi szczęście.

Olga Gitkiewicz
Kaja Puto


Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony