Partnerzy serwisu:

Gniezno: Jest wyrok w sprawie wypadku, w którym zginęła rowerzystka

Jakub Madrjas 01.10.2019 3,6k

Gniezno: Jest wyrok w sprawie wypadku, w którym zginęła rowerzystka
fot. Google Street View
Sąd Rejonowy w Gnieźnie wydał wyrok w sprawie wypadku, do którego doszło rok temu w Gnieźnie. Pod kołami pociągu Berlin – Warszawa zginęła wówczas rowerzystka. Dróżniczka została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata, zakaz wykonywania zawodu związanego z pełnieniem funkcji dróżnika kolejowego oraz kierowaniem ruchem lądowym, powietrznym i wodnym na okres pięciu lat. Ponadto na rzecz pokrzywdzonych ma wypłacić odszkodowanie w kwocie 20 tys. złotych.
Okoliczności tragicznego wypadku opisywaliśmy niedawno, ponieważ raport w tej sprawie przedstawiła Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych. Doszło do niego 2 sierpnia 2018 roku w Gnieźnie na przejeździe kolejowo-drogowym kat. „A”, obsługiwanym przez dróżnika przejazdowego usytuowanym przy linii kolejowej 353. Pociągi PKP Intercity jeździły tędy objazdami z powodu modernizacji linii E20 Warszawa – Poznań.

Komisja ustaliła m. in., że dróżnik przejazdowy otworzył rogatki po przejeździe pociągu rel. Bydgoszcz Główna – Poznań Główny. Niestety, z przeciwnej strony nadjeżdżał już pociąg ECE 71005, który potrącił śmiertelnie rowerzystkę.

W piątek, 27 września przed Sądem Rejonowym w Gnieźnie odbył się proces zakończony wydaniem wyroku. Oskarżona o nieumyślne spowodowanie wypadku została dróżniczka; przyznała się do winy. Chciałabym bardzo przeprosić państwa pokrzywdzonych. Gdybym wiedziała, że coś takiego się stanie, to nie poszłabym do pracy. Wiem, że moje przeprosiny nic nie znaczą – mówiła oskarżona. Po wypadku wciąż się leczy, cierpi na bezsenność – relacjonuje portal Gniezno24.com

– Co się stało, że pani tych zapór nie opuściła? – pytał prok. Radosław Krawczyk. Kobieta odpowiedziała: – Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. To był odruch. Prokurator kontynuował: – Wcześniej przejeżdżał pociąg pasażerski z drugiego kierunku. Wtedy pani zapory opuściła. Co się stało? Magdalena C. stwierdziła: – Nie potrafię tego wytłumaczyć. To był taki odruch, odwróciłam się i zaczęłam otwierać przejazd. Prokurator dociekał dalej pytaniami o to, jak przebiegały dalsze zdarzenia. – Choć wiedziałam, że nadjeżdża drugi pociąg, to gdy zorientowałam się, że on już nadjeżdża, zaczęłam zamykać zapory. Później na kolejne pytanie, tym razem od sędziego odparła: – W trakcie otwierania rogatek spojrzałam w dziennik i zobaczyłam, że jest wpisany jeszcze jeden pociąg i zaczęłam opuszczać zapory. Nie słyszała wówczas sygnału alarmowego nadjeżdżającego składu pospiesznego.

Dróżniczka przyznała, że ruch na tym przejeździe kolejowym był bardzo duży ze względu na objazd modernizowanej magistrali E20. Nie wprowadzono jednak z tego powodu żadnych zmian w zakresie np. ilości przepracowanych godzin.

W raporcie PKBWK zaznaczono, że zamykanie zapór w zwykłym trybie trwa kilkanaście sekund. Pełnomocnik rodziny pokrzywdzonej pytał, dlaczego oskarżona nie użyła szybszego trybu awaryjnego. – Guzik awaryjnego zamykania ma założoną plombę. Tej plomby bez nożyczek, niczego ostrego nie da się tak łatwo ściągnąć – tłumaczyła oskarżona. – Na kursie nas tego uczyli. Mówiono nam, że te plomby zdejmuje się najlepiej ostrym narzędziem – dodała.

Jak relacjonuje portal Gniezno24, Magdalena C. została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata, zakaz wykonywania zawodu związanego z pełnieniem funkcji dróżnika kolejowego oraz kierowaniem ruchem lądowym, powietrznym i wodnym na okres pięciu lat. Ponadto na rzecz pokrzywdzonych ma wypłacić odszkodowanie w kwocie 20 tys. złotych. W wymiarze kary uwzględniono trudne położenie finansowe oskarżonej. Poszkodowana strona zamierza domagać się zadośćuczynienia również od kolei.
PARTNER DZIAŁU



Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony