Dworce, stacje i budynki, torowiska, zaplecze i ugory też są obrazem koleiTadeusz SyryjczykCzy można napisać coś śmiesznego o nieruchomościach PKP? Zwłaszcza o dworcach? Kiedyś już "znęcałem się" nad kwestiami zapachowymi dworca Warszawa Wileńska, a raczej nad sposobami reakcji na ten problem ze strony narodowego przewoźnika. Nie był to może czarny humor, ale raczej "delektowanie się zapachami zbliżonymi do wyziewów kanalizacyjnych" - co nie nastraja do śmiechu. Kultura przestrzeni - publicznej tudzież prywatnej - to coś więcej niż czystość i estetyka. Sporo ludzi nie wiedzieć czemu woli, aby place, budynki, parki oraz wnętrza, w których przebywają, pracują, odpoczywają, a także podróżują były zagospodarowane harmonijnie, były funkcjonalne, zadbane, ładne i czyste. Kierując się tymi - powiedzmy sobie szczerze - elitarnymi zachciankami niektórych swoich mieszkańców, państwa, miasta, gminy, a także firmy komercyjne dbają o to nieuchwytne "coś", co powoduje, że są miejsca, do których chętnie się wraca i które mają swój charakter. Począwszy od ładu urbanistycznego, poprzez architekturę i rozmaite szczegóły - ozdoby, kwiaty, fontanny, po zwyczajne sprzątanie można poprawić jakość życia, uczynić miasto atrakcyjnym dla gości - turystów i inwestorów. Podobnie sektor komercyjny dba o swe gmachy i biura, a handel o atrakcyjność wystawy i porządek na ulicy przed nią. To wszystko trochę dla własnej wygody, trochę dla dobrej prezencji względem klienta. Kolej ma wiele nieruchomości. To czy ma je na własność, czy też gospodaruje, to osobny problem. Jego nieuregulowanie jest dziedzictwem minionego ustroju, w którym dbałość o takie formy, jak ta, że zanim na czyimś gruncie wybuduje się stację, drogę albo fabrykę, wypada wcześniej odnośną działkę kupić lub uzyskać zgodę właściciela, była traktowana jako zbytnia uprzejmość i przeżytek. Ochota do starań o coś, o czym nie wiadomo, do kogo naprawdę należy, jest zazwyczaj kiepska. Ale to nie jest głównym, a tym bardziej wyłącznym problemem stosunku kolei do swych posiadłości. Proszę mi też nie mówić, że nie ma pieniędzy i musi być tak jak jest. To nieprawda. Doświadczenie życiowe poucza, że bywają na wsiach obejścia bardzo biedne, ale schludne i uporządkowane. Widać, że właściciel ma niewiele, ale troszczy się o to, co ma. Jednocześnie można zauważyć, że niektóre całkiem bogate miasta nie są skore dbać o czystość i naprawę chodników nawet na swych pryncypialnych ulicach. W Polsce wciąż (jeszcze?) można spotkać zadbaną stację kolejową na bocznej linii z kwiatami i wyczyszczonymi peronami, bez śmieci na torach. Równocześnie woda cieknąca skądś (skąd?) na peron Dworca Centralnego oraz brudnawe wielkie szyby jego gmachu są trwałym składnikiem krajobrazu stolicy i kultury oczekiwania na pociąg, pomimo że jest to zapewne dworzec przysparzający najwięcej - spośród innych - dochodu od pasażerów IC. Także stan zamiatania torów jest wielce zróżnicowany. Różnica w wyglądzie zakątka tunelu w rejonie Warszawy Śródmieście - WKD przed i po wydzieleniu WKD z organizmu narodowego przewoźnika jest pouczająca. Odkąd naród utracił bezpośrednią kontrolę nad tym kawałkiem torów, peronu i ścian tunelu, jego członkowie, którzy wjeżdżają pociągiem do stolicy od strony zachodniej, nie są witani widokiem pełnej życia niszy narkomanów oraz przeraźliwą - jak na niedostępny ponoć dla postronnych tunel - ilością odpadków walających się po torach. Nie wiadomo, czy krwawi im serce na myśl o rozkawałkowaniu organizmu narodowego przewoźnika - na ogół o tym nie wiedzą i nie są przez to mniej szczęśliwi. Kwestia jest w kulturze i cywilizacji. Kolej ma pewną trudność w jednoznacznym określeniu się, który krąg kulturowy jest jej bliższy - wymuskana wiktoriańska Anglia, uporządkowane Niemcy, czy też Trzeci Świat. Nie tylko w Polsce. W Londynie też można trafić na elegancką stację kolei podmiejskiej, która wydaje się być jednym z salonów stolicy i za chwilę przeżyć poważny dyskomfort estetyczny, a także - nawet za dnia - pewien strach o własną osobę dwie mile obok na innej stacji. Niektórzy jakoś nie mogą wytrzymać bałaganu przed oknem lub w swojej firmie i uważają, że nawet za drobne pieniądze oraz niewielkimi środkami to i owo da się zrobić, i powinno być zrobione, bez względu na trudności obiektywne. Rzecz w tym, która cywilizacja rządzi. Czy ewentualne zamiary bycia lepszym rozpuszczają się w bylejakości, czy też wbrew skłonności do zachowania tak zwanych dobrych stosunków międzyludzkich bezlitośni szefowie wymuszają wyższe standardy tak długo, aż wszyscy uznają je za naturalne i co więcej, warte wysiłku. Oczywiście, o ile jeszcze wyżsi przełożeni nie wywalą ich w imię świętego spokoju, zanim owa akceptacja stanie się powszechna. Rzecz w tym, że gotowość wyboru kolei jako środka lokomocji zależy od tego, jak rzeczona kolej wygląda i co jest w pobliżu. Zapewne stan pociągu jest tu najważniejszy, ale możliwość spokojnego przejścia z dworca do hotelu eleganckim placem w centrum miasta jest czymś zachęcającym, natomiast konieczność dojazdu do dworca przez dziki teren porośnięty chaszczami wystrasza pasażera o każdym profilu, z wyjątkiem bandyty. Dobrze byłoby też sobie wyobrazić, zanim usunie się z dworca posterunek policji, bo za mało płaci za lokal oraz w dodatku zapomni o dobrym oświetleniu terenu, nie mówiąc już o minimum elegancji, że po tych zabiegach w lokalach będących własnością PKP w pobliżu dworca lub na nim samym ulokują się raczej handlarze starzyzną niż sklepy jubilerskie, a ci pierwsi zapewne zapłacą czynsz mniejszy od drugich. Nawet nie śmierdzący groszem pasażer ucieknie do autobusu lub taksówki z przystanku kolejowego, na którym stoi budynek, który kiedyś był poczekalnią i kasą, a dziś jest zadaszonym śmietnikiem, z powyłamywanymi ławkami, obscenicznymi napisami na ścianach i powybijanymi szybami okien. Takie coś może być przyjaznym środowiskiem dla chuliganów, ale to nie jest perspektywiczna grupa kolejowej klienteli. Można to albo rozebrać, albo przełamując naturalną troskę o to, by nasz narodowy majątek pozostał w naszych narodowych rękach sprzedać komuś, kto otworzy sklep, zamieszka lub zrobi cokolwiek, co nawet nie będzie dla pasażerów pożyteczne, ale po prostu przestanie ich straszyć. Zgodnie z przyrzeczeniem z poprzedniego felietonu, nie będę pisał o celowości przyjaznego dla pasażera urządzenia placów przydworcowych, bo o tym wspominałem już dwa razy. Na zakończenie drobna przypowiastka - w dodatku prawdziwa. Trzy stacje za moją stacją metra jest małe miasteczko - dziś w granicach Wielkiego Londynu. Jego centrum to stacja metra - kiedyś kolei. Zbudowana ze sto lat temu. Wtedy było tam kilka wiejskich chałup. Praktycznie całe miasteczko powstało dzięki temu, ze pojawiła się kolej. Dość przypadkowo. Po prostu nie było miejsca na warsztaty i wagonownię bliżej centrum, a więc przedsiębiorcy (prywatni) zdecydowali się na budowę stacji końcowej na bezludziu. Ludzie wokół zaczęli się budować. Powstała dzielnica. Grunty wokół podrożały. Życzę PKP, aby popularność kolei spowodowała, iż będzie ona czynnikiem miasto- i centrotwórczym, że powierzchnia mieszkalna, handlowa oraz biurowa w pobliżu dworów zacznie drożeć i grunty, których własność PKP pracowicie potwierdza - podrożeją. |
| « wstecz |