- Rzekomo koszt remontu dwóch wagonów 102A dla Kolei Dolnośląskich przekroczył 2,5 mln zł. Jest to kompletny absurd i nieprawda. Koszt naprawy tych wagonów opiewał na dużo niższą kwotę. Wszelkie dodatkowe koszty, to koszty procesowania się obecnego Zarządu z wykonawcą remontu, przetrzymania wagonów blisko rok u wykonawcy i czas stacjonowania wyremontowanych wagonów u wykonawcy jak również koszty obsługi prawnej procesowania się z byłym Zarządem Spółki – mówi „Rynkowi Kolejowemu” Mieczysław Czerpita.
- W 2008 roku przedstawiciele właściciela Kolei Dolnośląskich, czyli Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego w osobach Dyrektora Wydziału Transportu i Kierownika Działu Transportu i Pani Dyrektor Departamentu Infrastruktury układali plan pracy dla nowo powstałej spółki. W związku z tym, że założenia daleko odbiegały od biznesplanu przy powołaniu Spółki oraz braku możliwości przekazania taboru do Spółki w związku z zawartą umową z PR, zobowiązano nas do tego, by szukać taboru zastępczego. Osobiście szukałem wówczas używanych szynobusów za granicą, rozmawiano z wieloma firmami branżowymi z Wielkiej Brytanii i Niemiec na temat pozyskania szynobusów Regio Schutle (RS1), tzw. „Y” czy pojazdów Stadlera. Rozmowy prowadzono również w kwestii szybkiego pozyskania wagonów z Czech lub Słowacji. No to trzeba było jednak czasu i odpowiednich funduszy, których jednak UMWD nie posiadał w związku z ograniczonym budżetem – wyjaśnia Mieczysław Czerpita.
- W związku z tym, że założeniem „programowym” było uruchomienie przewozów dniu 11 grudnia 2008 za wszelką cenę, wykorzystywano wszystkie możliwe ścieżki pozyskania taboru rezerwowego. Należy również przypomnieć, że w gestii UMWD były 2 sztuki zepsutych tzw. „KOLZAMÓW’, stojących w szopie we Wrocławiu Głównym, których nikt nie potrafił naprawić i można je było tylko odsprzedać na części.W międzyczasie udało nam się znaleźć jednak dwa wagony 102A, tzw. „ryflaki”, sprawne technicznie, które należały do Dolnośląskich Kolei Regionalnych. Ściągnęliśmy je do KD po to, by je wyremontować i posiadać tym samym potrzebną rezerwę taborową, której nie mógł nam zapewnić UMWD, który nie dysponował jak już wspomniałem w tym czasie odpowiednią ilością szynobusów. Uzgodniliśmy z UMWD, że wydzierżawiamy te wagony na 8 lat (2 okresy między – przeglądowe) i doprowadzamy je do odpowiedniego stanu technicznego i standardu (toalety z zamkniętym obiegiem, drzwi otwierane przyciskiem) zgodnie z kroczącym trendem oraz wymaganiami właściciela za cenę dzierżawy uwzględniającą potrzebę remontu. O tym wiedział i właściciel, czyli UMWD i rada nadzorcza KD. Pani Dyrektor Departamentu Infrastruktury również o wszystkim wiedziała, ponieważ każde spotkanie odbywało się we Wrocławiu i przy jej udziale. Zresztą były już czynione przygotowania do odebrania wagonów, miała być z tej okazji uroczystość z udziałem władz województwa – stwierdza Czerpita.
- Tomasz Strapagiel [były prezes Kolei Dolnośląskich – przyp.red.] został jednak w marcu 2009 odwołany z KD, nie z powodu wagonów, ale trudno mi snuć przyczyny jego odwołania. Po uzyskaniu Certyfikatu Bezpieczeństwa części A odwołano również mnie. Przyczyny były oczywiście natury politycznej. Po odwołaniu Tomasza Strapagiela ogłoszono szybki konkurs na stanowisko prezesa KD. Brałem w nim zresztą udział. Cały konkurs był tak naprawdę farsą, wiem doskonale jak on się odbywał – uważa Czerpita.
- W materiale „Radia Wrocław” anonimowa osoba, która przedstawia się jako były pracownik Kolei Dolnośląskich mówi, że koszt remontu tych dwóch wagonów przekroczył rzekomo 2,5 mln zł. Jest to kompletny absurd i nieprawda, nie znane mi są powody wprowadzania opinii publicznej w błąd, chyba że są to działania celowe. Jak już wspomniałem wcześniej, koszty były dużo, dużo niższe, a te dwa miliony to działania obecnego Zarządu Spółki. To po prostu skandal – komentuje Czerpita.
- Kiedy ostatecznie Koleje Dolnośląskie zapłaciły spółce TS Opole, wagony zostały w tajemnicy przetransportowane do Miłkowic. Mamy więc kolejne koszty – transport i ochrona wagonów na miejscu. W hali, w której przebywają wagony zamontowano monitoring, jest ponadto zakaz fotografowania. To są nieuzasadnione koszty, które nie są związane z działalnością podstawową Spółki – mówi były wiceprezes KD.
- Bzdurą jest też kolejna sprawa poruszona w materiale „Radia Wrocław”, iż wagony zostały zbudowane na zezłomowanych ramach. Tak może wypowiadać się wyłącznie laik, nie znający się zupełnie na tych sprawach. Przed podjęciem decyzji o naprawie wagonów były one szczegółowo oglądane m.in. przez przedstawicieli TS Opole. To na podstawie ich decyzji i oględzin fachowców, generalnie podjęto decyzję skierowania wagonów do remontu. Wszystko było jawne, nic nie działo się w tajemnicy, a właściciel, czyli urząd marszałkowski, wiedział o wszystkim. Nie działaliśmy samowolnie i w tajemnicy zarówno przed Radą Nadzorczą jak i Departamentem Infrastruktury. Codzienne kontakty z Radą Nadzorczą i zdawanie raportów jak również comiesięczne pisemne sprawozdania z podjętych działań dla uruchomienia przewozów nie kwalifikują się do miana działania w tajemnicy i przy braku zgody - przekonuje Czerpita.
- Pani Dyrektor Departamentu Infrastruktury UMWD powiedziała w komentarzu dla „Radia Wrocław”, że pomysł z wagonami byłby dobry, gdyby spółka posiadała lokomotywę. Spółka w grudniu 2008 roku ogłosiła przetarg publiczny na dzierżawę lokomotywy SP32 dla obsługi połączeń, jednak po wpłynięciu jedynie jednej oferty przekraczającej możliwości finansowe Spółki i budżetu UMWD, postępowanie umorzono. Wagony miały być również dołączane do szynobusów, jako uzupełnienie dla większego potoku podróżnych, uzyskano akceptację PESA Bydgoszcz dla takiej możliwości bez utraty gwarancji szynobusów. Poza tym obecny Zarząd latem 2009 wydzierżawił od PR Wrocław lokomotywę i 2 wagony dla obsługi połączenia do Lwówka Śląskiego (w tym czasie wagony 102A dzierżawione przez KD stały gotowe do odbioru w Opolu), stąd widać, że rozwiązanie przyjęte przez poprzedni Zarząd było jak najbardziej słuszne i na pewno tańsze, niż dzierżawa taboru od PR - uważa Czerpita.
- W tej sprawie były 3 postępowania prokuratorskie. Każde zostało umorzone. Prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w działaniach byłego zarządu KD. Po każdej umorzonej sprawie Zarząd Spółki Koleje Dolnośląskie wnosił jednak odwołanie. Zarówno ja, jak i Pan Tomasz Strapagiel nie mamy sobie nic do zarzucenia, działaliśmy tak jak nam nakazywał właściciel, popierając to korespondencją ze Spółką i wykorzystując naszą znajomość branży. Obaj używaliśmy wszystkich możliwych środków, by jako pierwsza Spółka w kraju uzyskać licencję (5 miesięcy od zarejestrowania Spółki), czy uzyskać Certyfikat Bezpieczeństwa (drugi w kraju po wprowadzeniu stosownych regulacji). Przewozy zgodnie z planem uruchomiono w terminie, wszystkie wymagane dokumenty otrzymano przy ogromnym wkładzie i pomocy pracowników Spółki, naszym własnym i dzięki pomocy Urzędu Transportu Kolejowego i pracowników Ministerstwa Infrastruktury. W taki sposób właściciel dziękuje poprzedniemu Zarządowi – kończy Mieczysław Czerpita.
Czytaj też: